Amy Dunne z „Gone Girl”, Lisbeth Salander z „Dziewczyny z tatuażem”, Cersei Lannister z „Gry o tron”. Jeśli jest coś, czego te zimne, wyrachowane kobiety mogą nas nauczyć, to to, że urzeka nas kobieta-socjopatka. Ale jak doszło do tego, że kobieta socjopatka zdobyła taką rangę w naszej kulturowej wyobraźni? Odpowiedź ma wszystko wspólnego z korporacyjnymi „feministkami” i sposobem, w jaki uczą kobiety, by „miały wszystko”.

Ostrzeżenie: Some spoilers ahead.

’Iconic Psycho Bitch’ And Boss Bitches

W moim mieszkaniu jest tylko jeden magazyn o modzie. Jest to majowy numer W Magazine, a kupiłem go dla okładki, a raczej dla dziewczyny z okładki, Rosamund Pike, która patrzyła na mnie zza brudnej szyby sklepu spożywczego na Fulton Street.

Kiedy wszedłem, żeby go kupić, pamiętam, że pomyślałem, że z jej twarzą jest coś strasznie nie tak. Połowa była idealna w sposób, jaki może być tylko twarz dziewczyny z okładki, wszystkie długie rzęsy, śmiałe usta i kości policzkowe, które są tak wysokie i tak czyste, że wydają się ręcznie malowane. Ale druga połowa była surowa i łuszcząca się od szorstkiego ręcznika, który teraz przycisnęła do skroni, by napiąć skórę. Jedno fioletowe oko zwęziło się, róż rozmazał się na upiornych wargach, wpatrywała się we mnie płasko, a jej twarz się rozpłynęła. Ale w co? A raczej w kogo?

Jeśli jeszcze nie wiecie, kim jest Rosamund Pike, wkrótce się dowiecie. W październiku wystąpi w ekranizacji Gone Girl Davida Finchera, jednej z najpopularniejszych i najbardziej wciągających powieści ostatniej dekady, jako Amy Dunne – czarująca i inteligentna gospodyni domowa, która inscenizuje własne morderstwo i wrabia w nie swojego męża-filandrę. Twórczyni Amy, pisarka Gillian Flynn, z dumą opisuje swoją bohaterkę jako „funkcjonującą socjopatkę”, którą szybko odróżnia od „ikonicznej psychopatycznej suki”. Kultowa psychiczna suka, jak wyjaśnia Flynn, jest szalona, ponieważ „jej damskie części ciała zwariowały”. Pomyśl o Glenn Close w Fatalnym zauroczeniu, tak pochłoniętej pożądaniem do Michaela Douglasa, że ugotowała na śmierć królika domowego jego córki; pomyśl o Sharon Stone i Jennifer Jason Leigh (oraz Kathy Bates i Rebecce De Mornay) ganiających mężczyzn po przyciemnionych pokojach z ostrymi przedmiotami.

W przeciwieństwie do tych kobiet, funkcjonalna socjopatka nie jest „zwolniona” jako niewolnica swoich emocji. Nie jest ona zewnętrznie agresywna. Jest bezlitośnie bezlitosna, jasnooka i wyrachowana, jest skrajnie kameleoniczna, przybierając jedno udawane uczucie za drugim (zainteresowanie, troska, współczucie, udawana niepewność, pewność siebie, arogancja, pożądanie, a nawet miłość), aby dostać to, czego chce.

I dlaczego miałaby się z tym źle czuć?

Dla M.E. Thomasa, autora Confessions of A Sociopath, takie afektywne manewry są równoznaczne z „wypełnianiem wymiany”. „Można to nazwać uwodzeniem,” sugeruje, ale tak naprawdę „nazywa się to arbitrażem i dzieje się na Wall Street (i w wielu innych miejscach) każdego dnia”. Niezależnie od tego, jak zdecydujesz się to nazwać, jego atrakcyjność jest niezaprzeczalna, gdy łączy się z zawodowym i osobistym awansem kobiet. „Ogólnie rzecz biorąc, kobiety w moim życiu sprawiały wrażenie, jakby nigdy nie działały, zawsze były działane” – ubolewa Thomas. Srebrzystą stroną socjopatii było to, że dała jej sposób na walkę z tą niesprawiedliwością – w sali posiedzeń zarządu korporacyjnej firmy prawniczej, dla której pracowała w Los Angeles, ale także w sypialni, gdzie podziwiała, jak jej emocjonalny dystans pozwala jej zawładnąć sercami i umysłami kochanków. Gdzieś po drodze patologia została przekodowana jako praktyka – zestaw zasad, jak zarządzać sobą i innymi.

Jest apoteozą fajnej dziewczęcej siły, którą żądne sukcesu „feministki” wmawiały sfrustrowanym kobietom przez ostatnie pół dekady.

Nic dziwnego, że kobieta-socjopatka jest tak godna podziwu. Intensywnie romantyczna, pożądana zawodowo, jest obiektem fikcji, fantazji i lektur aspiracyjnych. I chociaż prawdziwe kobiety-socjopatki, takie jak Thomas, są rzadkie, a socjopatia nie jest nawet uznawana przez Diagnostyczny i Statystyczny Podręcznik Zaburzeń Psychicznych (DSM), kobieta-socjopatka zajmuje poczesne miejsce w naszej kulturowej wyobraźni. Amy Dunne może być doskonałym przykładem – „Cool Girl” na zewnątrz, lodowato zimna wewnątrz – ale nie jest sama. Ostatnio musiała stawić czoła silnej konkurencji ze strony fikcyjnych kobiet, takich jak Lisbeth Salander, okrutny geniusz technologii w Dziewczynie z tatuażem czy Laura, zmiennokształtna kosmitka, która żeruje na nieświadomych mężczyznach w Pod skórą. Telewizja sieciowa była jeszcze łaskawsza dla kobiety-socjopaty, umieszczając ją w centrum dramatów o miejscu pracy, takich jak Damages, Zemsta, Kości, Upadek, Rizzoli i Isles, Person of Interest, Luther i 24. Tutaj zahipnotyzowała widzów tym, jak zwinnie pnie się po szczeblach zawodowej drabiny, a jej kompetencje i seksapil są podsycane przez jej mroczne, agresywne, ryzykowne zachowanie i brak empatii.

I tak oto skłaniamy się ku kulturowej logice kobiety-socjopaty, ponieważ jest ona apoteozą fajnej, dziewczęcej siły, którą „feministki” w ostatnim półwieczu wmawiały sfrustrowanym kobietom. Kobieta-socjopatka nie chce podważać systemów nierówności płci, tej rozległej i nieredukowalnej konstelacji instytucji i przekonań, które prowadzą kobiety sukcesu, takie jak Gillian Flynn, do zadekretowania, że pewne kobiety, które czują lub zachowują się w określony sposób, są „nie do przyjęcia”. Kobieta-socjopatka chce zdominować te systemy od wewnątrz, jako najbardziej usprawniony produkt świata, w którym ludzie o dobrych intencjach beztrosko powołują się na słowa takie jak arbitraż, dźwignia, kapitał i waluta, by ocenić, jak skutecznie zamieszkujemy nasze ciała, nasze jaźnie. Można sobie łatwo wyobrazić kobietę-socjopatkę pochłaniającą książki o tytułach takich jak Bo$$ Bitch, Nice Girls Don’t Get the Corner Office, The Confidence Gap i Play Like a Man, Win Like a Woman, aby doskonalić swój warsztat – nauczyć się, jak mieć wszystko. Ze szczytu korporacyjnej drabiny może oklaskiwać swoje wyzwolenie od całego tego bałaganiarskiego biznesu uczuć jako krok naprzód dla kobiet, podczas gdy tak naprawdę jest to krok wstecz.

W rezultacie otrzymujemy samozakłamujący się spektakl feminizmu, który znajduje pokrewnego ducha w Rosamund Pike na okładce W, wymazującej swoją idealną twarz, aby ujawnić, że to, co leży pod spodem, może być niczym. Podobnie jak Amy Dunne z Gone Girl, która wyznaje, że „nigdy tak naprawdę nie czuła się osobą, ale produktem” – plastikowym, zamiennym, gotowym do skonsumowania przez każdego, w każdej chwili – kobieta-socjopatka jest produktem złamanej obietnicy złożonej kobietom, przez kobiety. Jest produktem gotowym do zniknięcia w ogromnej ciemności, z której przyszła.

Jeśli nie możesz ich pokonać, dołącz do nich

Kobiety socjopatki są rzadkie, stanowią jedynie 15% wszystkich zdiagnozowanych.

Zapytaj jakiegokolwiek psychiatrę, a powie ci, że kobieta socjopatka jest rzadkim, niemal mitologicznym stworzeniem. Zapytajcie dr Roberta Hare’a, prawdopodobnie najbardziej płodnego badacza psychologii kryminalnej i twórcy Hare Psychopath Checklist (PCL-R), a on określi stosunek socjopatów płci męskiej do socjopatek na siedem do jednego – praktycznie niegodny dyskusji, nie mówiąc już o czci. PCL-R, którą Hare opracował podczas swojej pracy z więźniami w Kanadzie, jest powszechnie uważana za złoty standard w identyfikacji i omawianiu zachowań antyspołecznych – a tym samym w identyfikacji i omawianiu tego, co stanowi „normalne” zachowanie społeczne. Dzięki niej badacze w ciągu ostatniej dekady oszacowali, że socjopaci stanowią od trzech do czterech procent populacji Stanów Zjednoczonych, czyli około 10 milionów osób, które regularnie wykazują brak empatii, przebiegłe i bezwzględne podejście do relacji międzyludzkich oraz odporność na doświadczanie negatywnych emocji. Zaledwie 1,5 miliona z nich to kobiety.

Rzadkość występowania kobiet-socjopatów można częściowo wyjaśnić biologią. Kobiety są mniej skłonne do posiadania „genu wojownika”, kodu agresywnego zachowania, który częściej występuje u mężczyzn. 1 Lindsay Mound

Ale kiedy czyta się kilka poważnych monografii i wiele popularnych traktatów psychologicznych poświęconych tajemnicom antyspołecznych zachowań, staje się całkowicie jasne, że ta linia naukowych dociekań jednocześnie zakłada i powiela pewne półprawdy na temat tego, jak przeciętna kobieta – nadmiernie empatyczna, dająca, pielęgnująca, matkująca „normalna” kobieta – angażuje swój wewnętrzny świat. Jeszcze bardziej niepokojące jest to, w jaki sposób te półprawdy, potwierdzone przez psychologię behawioralną, przedostały się do naszej popularnej świadomości, by wyłonić się z prądów ukierunkowanego na karierę „feminizmu”, który nabrał rozpędu w ciągu ostatnich kilku lat.

Część reprezentacyjnej atrakcyjności kobiety-socjopaty, takiej jak Amy Dunne, nieodmiennie bierze się z jej związku z bardziej rozpoznawalną kobiecą tożsamością – kobiety jako ofiary.

Pomyśl, jak w swojej książce Without Conscience: The Disturbing World of the Psychopaths Among Us, Hare ma o wiele mniej do powiedzenia na temat kobiet-socjopatek niż na temat rodzajów kobiet, które są podatne na wdzięki socjopatów. W swoich „ulubionych anegdotach” Hare przedstawia „kobiety opiekuńcze”, czyli takie, które zdradzają „silną potrzebę pomagania lub matkowania innym”. Wiele z tych kobiet wykonuje „zawody związane z pomaganiem”, a więc mają tendencję do szukania „dobra w innych, jednocześnie pomijając lub minimalizując ich wady”. Nauczycielki, pracownice socjalne, doradczynie i pielęgniarki – wszystkie one odgrywają rolę empatycznego anioła wobec diabła, którego znają, ale nie chcą uznać. Hare ostrzega, że takie kobiety „dojrzały” do tego, by zostać „wydrenowane” ze swoich finansowych, seksualnych i emocjonalnych rezerw; zmiecione z nóg, wywrócone do góry nogami i gwałtownie potrząsane, aż opadną z nich wszystkie ostatnie uczucia.

Aby zebrać dowody na swoje twierdzenie, Hare zatrzymuje się, by brzuchomówić, jak te opiekuńcze kobiety mogłyby brzmieć. Niektóre z nich są zbyt pewne własnych możliwości, by zmienić mężczyznę: „’On ma swoje problemy, ale ja mogę mu pomóc'”. Inne są ciepłe, pławiące się i żałosne: „’Miał tak ciężkie czasy jako dziecko, wszystko czego potrzebuje to ktoś, kto go przytuli'”. Czy te wersy pochodzą od pojedynczych i anonimowych kobiet, które zostały poproszone o wydobycie bolesnych wspomnień w ramach zeznań psychiatrycznych? (Wydają mi się one zbyt dalekowzroczne, zbyt karykaturalnie optymistyczne, by tak mogło być). A może Hare po prostu wcisnął te sztywne wyrażenia w usta wszystkich kobiet, których zawodowe lub osobiste obowiązki wiążą się z jakimś lub jakimkolwiek rodzajem emocjonalnie pracochłonnego zachowania? Która kobieta nie należałaby do tej ogromnej kategorii? I jaki mężczyzna, dla tej sprawy?

Może jestem niesprawiedliwa wobec Zająca, traktując te chwilowe lapsusy językowe jako ujawniające szerzej uprzedzenia płciowe. (A może to ostatnie zdanie nieświadomie odzwierciedla moją opiekuńczą stronę, która pragnie znaleźć dobro w innych, jednocześnie bagatelizując ich wady. W końcu ja też mam kobiece części ciała). Tak czy inaczej, głupotą byłoby sądzić, że tak daleko idące powiązania między faktem płci z jednej strony, a surową architekturą zdolności emocjonalnych z drugiej, nie prześladują pracy nawet najbardziej sumiennych badaczy.

W pracach mniej skrupulatnych badaczy – lub jawnych szarlatanów – te ciche uprzedzenia są wzmacniane jako słonawe, pseudonaukowe „fakty”, i rozpowszechniane w kwitnącym podgatunku książek o samodoskonaleniu, adresowanych do kobiet, które znajdują się rutynowo oszołomione przez socjopatyczne osobowości: Women Who Love Psychopaths, Red Flags of Love Fraud, 10 Signs You’re Dating A Sociopath, How To Spot A Dangerous Man Before You Get Involved (która zawiera zeszyt ćwiczeń z wypełnianiem pustych pól), The Manipulative Man i The Sociopath In My Kitchen, by wymienić tylko kilka przykładów.

Gdy kobiety są marginalizowane lub wykorzystywane, odpowiedzialność spoczywa częściowo, a może nawet całkowicie na ich drżących, małych ramionach.

Z tej półki padają oskarżenia o psychiczną porażkę, zatrute strzały wymierzone w czytelniczki w drugiej osobie. Poruszasz się po domu lub biurze w sposób „łagodny – wręcz pasywny”. Twojemu zachowaniu „brakuje pewności siebie”. Nie jesteś „asertywna” i tym samym zachęcasz do zastraszania. Musisz „nauczyć się być odporna” i „zdystansowana”, abyś mogła oddalić się od mężczyzn o twardym sercu, „wiedząc, że możesz się rozwijać”. Po raz kolejny, przesłanie jest szalenie spójne. Kiedy kobiety są marginalizowane lub wykorzystywane – co zawsze ma miejsce – odpowiedzialność spoczywa częściowo, a może nawet całkowicie na ich drżących, małych ramionach.

Więcej i więcej, nie musisz umawiać się ze złym facetem, aby rozpoznać tę ponurą logikę. Musisz tylko kliknąć swoją drogę do strony głównej The Atlantic, aby przeczytać artykuły takie jak Katty Kay i Claire Shipman „The Confidence Gap”, który zaczyna się od tego porywającego występu finger-wagging:

Przez lata my, kobiety, trzymałyśmy głowy nisko i grałyśmy według zasad. Byłyśmy pewne, że przy odpowiednio ciężkiej pracy, nasze naturalne talenty zostaną dostrzeżone i nagrodzone.

Ale ciężka praca się nie opłaciła, ani naturalne talenty kobiet nie zostały nagrodzone. Autorzy przypinają to do idei „luki zaufania” między mężczyznami i kobietami, załamania kobiecego morale, które wyjaśnia, dlaczego kobiety są opłacane mniej i awansują rzadziej niż ich męscy odpowiednicy.

Zamiast kwestionować pożądanie „pewności siebie” w miejscu pracy – zamiast pytać, na przykład, dlaczego waloryzujemy procesy recenzowania, które nagradzają pracowników za przecenianie ich możliwości, albo dlaczego mylimy brawurową „otwartość” z wykonywaniem dobrej pracy – Kay i Shipman obrzucają kobiety wyzwiskami za to, że nie spełniają oczekiwań, które ich męscy przełożeni znormalizowali jako sukces w miejscu pracy. Autorki kończą niecierpliwą uwagą, nakłaniając samorefleksyjne kobiety na całym świecie, by „przestały tyle myśleć i po prostu zaczęły działać”. Chciałoby się, żeby pomyślały trochę mocniej, zanim napiszą to zdanie – to szybki cios w plecy dla każdej kobiety, która kiedykolwiek słyszała, jak rozżalony, zły lub speszony mężczyzna wykrzyknął: „Nie mogę uwierzyć, jak dużo myślisz.”

W telewizji kobiety-socjopatki wydają się wygrywać bitwy, które przynoszą korzyści wszystkim kobietom, wszędzie.

Jeśli nie możesz ich pokonać, dołącz do nich. To wezwanie, które wydają Kay i Shipman, okazało się nie do odparcia dla postaci kobiety-socjopaty. Emily Thorne z Zemsty „zachowuje się jak socjopatka”, jak twierdzi grająca ją aktorka, ponieważ jest „wrażliwą, zranioną, wściekłą młodą dziewczyną, która ostatecznie chce pozbyć się tych uczuć”. Granie mistrzyni manipulacji Patty Hewes w Damages „zahartowało” Glenn Close, co doprowadziło ją do stwierdzenia, że serial i kobiety w nim przedstawione „nie są dla mięczaków”.” Nawet Quinn Perkins ze Skandalu w ciągu ostatniego sezonu zdołała rozwinąć „wysoko funkcjonującą socjopatię”, która zmieniła ją z byłej damy w opałach agenta CIA Hucka w jego przeciwniczkę – nadnaturalnie utalentowaną hakerkę, której udaje się uczynić sztukę tortur seksowną.

Biorąc pod uwagę to, co widzimy, kiedy włączamy nasze telewizory, trudno nie poprzeć idei, że jako kobiety socjopatki, te kobiety wygrywają bitwy, które przynoszą korzyści wszystkim kobietom, wszędzie, w ich walce o równość.

Odraza, Zaprzeczanie, Obwinianie

Na ekranie kobiety socjopatki – i kobiety, które je podziwiają – mogą sprawiać wrażenie, że grają z systemami nierówności w życiu osobistym lub w miejscu pracy. Są chłodno, energicznie pewne siebie. Lekceważą pracę matek, gospodyń domowych i osób miękkich w miejscu pracy. Wykorzystują swoją inteligencję emocjonalną; bawią się słabościami swoich współpracowników, kochanków i członków rodziny, aby zapewnić sobie pozycje, których nie mogą zajmować kobiety w ogóle. Ale kiedy język korporacyjnego sukcesu i „feminizmu” są tak blisko siebie, stare uprzedzenia w pewien sposób odbijają się na kobietach.

Zapytaj M.E. Thomas, pseudonimową autorkę Confessions of A Sociopath i założycielkę strony internetowej Sociopath World, którą Thomas rozpoczęła jako skromny blog w 2008 roku, ale szybko przekształciła się w wiodące forum internetowe dla socjopatów szukających społeczności sympatycznych słuchaczy.

To, że ta wirtualna i ironiczna forma intymności powinna promieniować z pism Thomasa jest mniej niezwykłe niż może się wydawać. Pracująca na pełen etat profesor prawa gdzieś na południu Stanów Zjednoczonych Thomas opisuje siebie jako wysoko funkcjonującą, prospołeczną socjopatkę – apostołkę przekonania, że w odpowiednich okolicznościach socjopaci mogą okazać się korzystni dla społeczeństwa jako pomysłowi myśliciele i ambitni przywódcy. Jeśli to nie uspokaja jej kolegów socjopatów, jest jeszcze fakt, że kiedy rozmawiałem z nią przez telefon w marcu, wydawała się niezmiernie miła, a jej głos miał w sobie odpowiednią dozę uroku.

Wyznania opowiadają o wychowaniu Thomasa jako początkującego socjopaty w pobożnym, mormońskim domu i o tym, że „etykietka dziewczynki była zbyt ograniczająca, by pomieścić moją własną, wspaniałą koncepcję siebie”. Socjopatia stała się dla niej sposobem na odnoszenie małych zwycięstw nad mężczyznami, którzy próbowali ograniczyć jej władzę w różnych kontekstach domowych i zawodowych: nadwątlonym emocjonalnie ojcem; rozpustnym dyrektorem szkoły średniej; partnerami w prestiżowej kancelarii prawniczej w Los Angeles, gdzie rozliczała się z długich godzin pracy, wabiąc swoich nieszczęsnych przełożonych w ekscytujące i niemożliwe do utrzymania związki seksualne.

„Nie mogłam znieść, że tak nieprzystosowani ludzie mogą mieć nade mną władzę” – skarży się. „I to była podwójna niesprawiedliwość bycia młodą socjopatką i w dodatku dziewczyną”. Ale plusy wydawały się jasne. Kobiety-socjopatki, pisze Thomas na swoim blogu, mogły pozwolić sobie na to, by „w mniejszym stopniu ulegać wpływom niektórych z tych (i autodestrukcyjnych) lekcji, które wpaja się młodym dziewczynom na temat miejsca kobiety w świecie”, co czyniło je „bardzo skutecznymi w karierze”. Bardziej niż cokolwiek innego, jej oświadczenie przypomniało proklamację Sheryl Sandberg skierowaną do kobiet we wstępie do Lean In, że jesteśmy „powstrzymywane przez bariery, które istnieją wewnątrz nas samych. Powstrzymujemy się w sposób zarówno duży, jak i mały”.

Despite its uncanny resemblance to a book like Lean In, which was released two months before, Confessions of A Sociopath debuted to mixed reviews, many of which fiksated on Thomas’s gender. Pisząc w The Boston Globe, Julia M. Klein zauważyła, że fakt, iż „autorka jest kobietą w jakiś sposób czyni Confessions of A Sociopath jeszcze bardziej mrożącym krew w żyłach. Trudno oprzeć się wrażeniu, że książka jest dziełem mężczyzny, tak chłodny jest głos narratora. Można by rzec, że socjopatia to męskość doprowadzona do dysfunkcyjnej skrajności.” Jon Ronson zauważył w The New York Times, że mamy „tylko jej słowo, że Thomas jest kobietą, za którą się podaje”, a co za tym idzie, tylko jej słowo, że w ogóle jest kobietą.

Prawdopodobnie w odpowiedzi na te podejrzenia, Thomas pojawiła się w programie Dr. Phila, przystojnie umalowana i nosząca długą, niecentryczną blond perukę. Kiedy odpowiadała na pytania doktora Phila z opanowaniem i pewnością siebie, kamera pokazywała widzów – wszystkie kobiety – którzy nie patrzyli na nią z przerażeniem, ale z uznaniem, a nawet podziwem. W przeciwieństwie do recenzentów książki, strategia Dr. Phila na rozbrojenie swojego gościa nie polegała na podważeniu jej statusu jako kobiety, ale jej wiarygodności jako socjopatki. Podczas całego wywiadu często przerywa Thomasowi, by z niedowierzaniem skreślić: „To nie jest cecha socjopatii”, na co ona genialnie odpowiada: „Czy zna pani wielu socjopatów?”. (Jego odpowiedź: „Tak. Och, tak.”)

Te dwie linie ataku zbiegają się pod przewrotnym i pouczającym kątem, ujawniając niechęć naukowców, psychiatrów, krytyków i ogólnie opinii publicznej do przyznania tej tożsamości kobiecie. Thomas wspomina, że kiedy ujawniła się na Sociopath World jako kobieta, otrzymała wiadomości pełne ostrej irytacji od czytelników śledzących jej bloga, z których wielu upierało się, że jest ona przypadkiem z pogranicza, maskującym się jako archetyp. Sytuacja, w której się znalazła, była osobliwa; bycie socjopatką było jednym z jedynych sposobów, by zaznaczyć swoją siłę jako kobieta, ale wszyscy wydawali się zdeterminowani, by odmówić jej tego rodzaju władzy.

Jest coś dziwnie wzruszającego w walce Thomas o uznanie jej za socjopatkę; walce, która dla niej jest tak samo związana z równymi szansami dla kobiet, jak i z osobistą legitymizacją.

Wśród sceptyków Thomas jest dr James Fallon, neurobiolog, autor i prawdziwy psychopata. Wielki, niedźwiedziowaty mężczyzna z zawrotnym zakresem wiedzy naukowej, Fallon jest czymś w rodzaju legendy w środowisku psychiatrycznym za nieumyślne zdiagnozowanie samego siebie, co było wynikiem eksperymentalnej komedii pomyłek, którą szczegółowo opisuje w książce The Psychopath Inside: A Neuroscientist’s Personal Journey Into the Dark Side of the Brain.

Badając struktury mózgu brutalnych przestępców w swoim laboratorium na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvine, Fallon popełnił błąd, porównując skany PET (pozytronowa tomografia emisyjna) mózgów swoich podopiecznych ze skanem swojego własnego – „normalnego” mózgu człowieka rodzinnego, szanowanego profesora i praworządnego obywatela. Z wyjątkiem tego, że tak nie było. Skan PET Fallona wykazał te same anomalie strukturalne, co u psychopatów, których mózgi badał, ale w przeciwieństwie do badanych przez niego psychopatów, Fallon nie był i nigdy nie był agresywnym przestępcą. Dystansując się od swoich podopiecznych, Fallon żartuje, że jego zachowanie jest zgodne z tym, co opisuje jako społecznie użyteczną i „kobiecą” sztukę manipulacji – przehandlowanie komplementów za lojalność, wtajemniczenie się w życie wpływowych kolegów, udawanie życzliwego słuchacza, aby ludzie zdradzili swoje najlepsze plotki.

Skan PET Fallona (po prawej) ujawnił te same anomalie funkcjonalne w mózgach psychopatów, nad którymi się zastanawiał: spowolnioną aktywność zarówno w korze przedczołowej (części mózgu odpowiedzialnej za przetwarzanie zachowań moralnych, etycznych i społecznych), jak i w amygdali (migdałowatym skupisku jąder, które reguluje reakcje emocjonalne) i insuli (kluczowej strukturze przetwarzającej empatię emocjonalną). Ciemne plamy na mózgu Fallona w porównaniu z normalnym mózgiem (po lewej) pokazują tę zmniejszoną aktywność. Lindsay Mound

Readside Fallon’s appropriation of femininity to cast his sociopathy in a positive light, there’s something oddly touching about Thomas’s fight to be recognized as a sociopath; a fight that, for her, is as much about equal opportunity for women as it is about personal legitimization. Pod koniec naszej rozmowy zastanawiała się, czy Fallon zmagał się z coming outem w taki sam sposób, jak ona; czy musiał znosić niedowierzanie, oskarżenia, czy wiadomości, które otrzymywała od obcych ludzi – niektórzy z nich to samookreślający się „empaci” – nazywający ją dziwką, potworem, zdzirą, samym diabłem. Zastanawiała się, czy będzie w stanie rozwijać swoją karierę jako prawnik, po tym jak została zdemaskowana i ośmieszona na popularnym portalu prawniczym Above The Law. Zastanawiała się, czy kiedykolwiek będzie jej wolno adoptować dzieci.

Odraza, zaprzeczenie, obwinianie. Złe macierzyństwo. To było to, co pojawiło się, gdy kobieta socjopata była mistrzem jawnie.

Fallon, z drugiej strony, wydaje się radzić sobie świetnie. W kwietniu wziął udział w Tribeca Film Festival, aby mówić na panelu o nazwie „Psychos We Love”. Po jego prawej stronie siedział Bryan Cranston z Breaking Bad, a po lewej Terence Winter, twórca serialu Boardwalk Empire i scenarzysta Wilka z Wall Street. Moderatorem była Juju Chang, dziennikarka telewizyjna, która niedawno zdobyła nagrodę Emmy za opisywanie nierówności płci w naukach ścisłych. Po tym, jak uczestnicy panelu zadawali sobie pytania dotyczące męskich psychopatów, których uwielbiamy – Tony’ego Soprano, Waltera White’a, Jordana Belforta, Nucky’ego Thompsona – podniosłam rękę i zapytałam, czy jako konsumenci kultury mamy inny stosunek afektywny do kobiet-socjopatek i ich ambicji sukcesu. Winter wyglądał na zdezorientowanego i mamrotał coś o złych macochach. Fallon sięgnęła po naukę, wyjaśniając, że jeden z podstawowych genów, który koduje antyspołeczne zachowania, przekazywany jest po stronie matki. „Wiecie, kiedy przestępcy mówią swoim psychologom lub ławie przysięgłych: 'Moja matka mnie do tego zmusiła?'” – zapytał jowialnie. „Cóż, jest w tym trochę prawdy”. Chang przewróciła oczami na widownię, a potem, być może pamiętając o swoich obowiązkach moderatora, sarkastycznie chichotała, „Y-e-e-a-h-h, dlaczego nie mamy więcej kobiet-psychopatów?” i wezwała do następnego pytania.

Odraza, zaprzeczenie, wina. Złe macierzyństwo. To właśnie pojawiło się, gdy kobieta-socjopatka stała się jawną orędowniczką, i w niczym nie przypominało to triumfów Amy Dunne czy innych sprawnych operatorów, którzy co tydzień pojawiają się na ekranach naszych telewizorów. Ale trudno się temu dziwić. Kiedy akceptujemy jako „rewolucyjne” utarte warunki, które dyktują, jaki powinien być mężczyzna i jak powinna się zmienić kobieta, by dorównać jego sukcesowi, nie ma postępu. Nawet silna kobieta-socjopatka może zostać wciągnięta z powrotem w te same stare struktury seksizmu.

Kulturowa logika kobiecej socjopatii może wydawać się sposobem na walkę z niesprawiedliwością bycia dziewczyną, ale zwycięstwa są zawsze pyrrusowe, a zwycięzcy zakrwawieni i posiniaczeni od toczenia pustych bitew, samotnie i na cudzym terenie. Można sobie tylko wyobrazić przyszłość, w której kobiety wkraczają do akcji, zabierają głos i stają na własnych szpilkach jako suki szefowe. Niewątpliwie znajdzie się jakaś inna rzecz, za którą będzie można je winić – niezaspokojona agresja, samotność, okrucieństwo, tygrysie macierzyństwo – jakiś inny mechanizm autosabotażu, który pozwoli wytłumaczyć dekady nierówności płci poprzez zrzucenie winy na jej ofiary. A do tego czasu, jaką możemy mieć nadzieję, że socjopatki na świecie się zjednoczą?

1. Kobiety rzadziej są nosicielkami tak zwanego „genu wojownika”: wariantu genu na chromosomie X, który koduje monoaminooksydazę A, inaczej zwaną MAO-A. MAO-A jest enzymem używanym przez mózg do degradacji neuroprzekaźników takich jak adrenalina, serotonina i dopamina – związków biologicznych odpowiedzialnych za nasze pulsujące, uderzające w kolana reakcje typu „walcz lub uciekaj”. Nosiciele „genu wojownika” wytwarzają niższy poziom MAO-A, co oznacza, że ich mózgi nie rozkładają tych neuroprzekaźników tak szybko, jak mózg osoby bez genu wojownika. Podobnie jak posłuszni wojownicy, są oni zawsze gotowi do walki. A ponieważ mężczyźni mają tylko jeden chromosom X, podczas gdy kobiety mają dwa, mężczyźni są o wiele bardziej wrażliwi na działanie „genu wojownika”, a tym samym o wiele bardziej skłonni do zachowań antyspołecznych. Ale są też inne geny wojownika, około piętnastu w sumie do tej pory, które znajdują się na chromosomach płciowych X i Y.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.