Przyroda i krajobraz

Wadi Gweir

WSTĘP

Kiedy samolot zbliża się do lotniska im. Królowej Alii, pod nami rozpościera się zielona dolina rzeki Jordan oraz lasy i pastwiska Dżeraszu. Jednak kiedy już transportem lądowym udajemy się z północy na południe kraju, krajobraz powoli zmienia barwę z zielonej na żółto-beżową. Południowa Jordania, choć dziś zdecydowanie bardziej sucha niż jej północne krańce, nie jest jednak od nich mniej atrakcyjna. Przyroda zmienia się także kiedy podróżujemy z zachodu (Wadi Araba i Północne Wyżyny) na wschód (do Centralnej Pustyni w środkowej części kraju). Wszystko to powoduje, że zwiedzając te rejony nie można się nudzić, wystarczy tylko od czasu do czasu się zatrzymać i mieć oczy szeroko otwarte. Spróbujmy więc poszukać najlepszych miejsc na kontemplację przyrody oraz kultury południowej Jordanii.

Do wyboru mamy dwa warianty podróży: starą drogą nr 35 (Drogą Królewską) lub nową, szybszą Autostradą Pustynną (nr 15). Obie przecinają górzysty teren Północnych Wyżyn tworzących wschodnie obrzeżenie, czyli zrąb Wadi Araba – Rowu Jordanu. Celem naszej podróży po południowej Jordanii będą góry Moabu i Edomu. Na wschód od tego geograficznego „kręgosłupa” rozciąga się Pustynia Centralna, a na zachodzie krajobraz przecięty jest przez głęboką Wadi Araba. Zmienność ukształtowania terenu jest uderzająca: nasz wzrok wędruje od niewysokich, piaszczystych wydm, poprzez malownicze pagórki i płytkie doliny, aby na zachodzie natknąć się na poszarpane i niedostępne górskie granie (1100-1400 m n.p.m.) oraz głębokie, strome kaniony, których klifowe ściany osiągają wysokość kilkudziesięciu metrów. Jeszcze dalej rozciąga się niezwykle parna, sucha, słona i płaska jak stół najgłębsza depresja świata – Morze Martwe (którego głębokość sięga -150-300 m p.p.m.).

Wspomniane już grzbiety górskie tworzy monoklina i w geologii noszą one nazwę gór zrębowych (załomowych). Większość budujących je kompleksów skalnych zapada pod niewielkim kątem (5-10°) na wschód, jednak niektóre bloki uległy ześlizgnięciu i przekręceniu, tworząc niezwykle złożony krajobraz. Góry Moabu i Edomu stanowią wschodnią granicę rowu tektonicznego, a dokładniej regionalnej depresji w geomorfologii nazywanej ryftem Morza Martwego lub Wadi Araba. Łączy się ona z ryftem Morza Czerwonego oraz kontynentalnym systemem pęknięć tworzonym przez Wielki Rów Wschodni/Wielkie Rowy Afrykańskie, stanowiąc ich północne przedłużenie. Sam ryft Morza Martwego, co niezwykle ciekawe, jest widoczną na powierzchni Ziemi granicą pomiędzy płytami tektonicznymi afrykańską i arabską. Początki procesu jego formowania sięgają około 35 milionów lat wstecz. Siły tektoniczne doprowadziły do powstania tzw. budowy uskokowej (zrębu i rowu). Towarzyszące im naprężenia i ich rozładowania objawiały się i wciąż objawiają pod postacią licznych trzęsień Ziemi, a także aktywności magmowej, której dowodem są liczne intruzje. Te ostatnie tworzą duże ciała skalne nazywane sillami, dajkami, batolitami itd.

Góry Moabu i Edomu tworzy kompleks warstw skalnych o miąższości przekraczającej 1500 metrów. Skały te można podzielić na dwa podstawowe typy: te w niższych partiach to w głównej mierze piaskowce, podczas gdy wyżej dominują skały węglanowe (wapienie itp.). Na opisywanym terenie piaskowce formowały się od paleozoiku do wczesnej jury (pomiędzy 500 a 200 mln lat temu), a skały węglanowe od jury do wczesnego trzeciorzędu (pomiędzy 200 a 23 mln lat temu). Pozorną monotonię krajobrazu przełamuje cały system uskoków (prostopadłych do strefy ryftowej Wadi Araba) oraz młode kaniony i doliny. Na delikatnie opadających zboczach, stromych stokach i ścianach skalnych wprawne oko dojrzy niezwykle ciekawą mozaikę warstw. Warstwy skalne o dużej i małej miąższości przeplatają się, tworząc wzory „malowane” fałdowaniami, uskokami i intruzjami magmowymi, w barwach od białej, przez żółtą, beżową, różową i czerwoną, fioletową, brązową, po zieleń i czerń. Ciekawe obserwacje geologiczne dodatkowo ułatwia bardzo skąpa szata roślinna.

Choć w Jordanii przeważa klimat pustynny i półpustynny, występujące tu biotopy nie są tak monotonne jakby się mogło wydawać. Południowa część kraju oferuje wyjątkową okazję, aby przyjrzeć się z bliska bardzo różnym biocenozom, sąsiadującym na bardzo niewielkim obszarze. Celem naszej wyprawy będzie strefa przejściowa pomiędzy śródziemnomorskim a iranoturańskim regionem biogeograficznym, czyli półpustynna oraz śródziemnomorska sucha strefa bioklimatyczna. Jako że region ten, określany mianem stepu (lub półstepu), wydaje się najbardziej sprzyjać rolnictwu, zamieszkuje go obecnie 90% całej populacji Jordanii. Na pierwszy rzut oka teren sprawia wrażenie pozbawionego życia, ale w rzeczywistości można tu spotkać bardzo wiele gatunków roślin i zwierząt. Skupiają się one wzdłuż cieków wodnych, ale dla niektórych z nich naturalnym siedliskiem są także zbocza wzgórz, a nawet górskie grzbiety. Dzięki prowadzonym od dawna badaniom biologicznym i ekologicznym, a także wiedzy czerpanej z tekstów historycznych, od dziesięcioleci swoją obecnością zaskakują nas tutaj endemiczne lub reliktowe gatunki roślin i zwierząt. Z pewnością nadal pozostaje wiele do odkrycia.

Aby ułatwić i uatrakcyjnić podróż przez południową Jordanię, poniżej proponujemy kilka przystanków, w naszej ocenie najciekawszych, które pozwolą Państwu lepiej zrozumieć kulturę oraz poznać przyrodniczy charakter tego kraju, pozwalając odkryć jego bogactwo.

PRZYSTANEK NUMER JEDEN

Naszą przygodę rozpoczynamy w At-Tafila. W latach 2016/2017 wybudowano duży objazd miasta, a sama inwestycja, będąc świeżym i pełnym przekrojem warstw skalnych, dała nam wgląd w obraz geologicznych dziejów okolicy.

Jadąc do At-Tafila od strony północnej (droga nr 35) mijamy kampus Uniwersytetu Technicznego Tafila. Na pobliskim rondzie (znanym jako Plac Rewolucji Arabskiej) jedziemy w dół (na zachód, w kierunku miasta) a następnie, po ok. 200 metrach na skrzyżowaniu łagodnie skręcamy w lewo. Zaraz za zakrętem po lewej stronie, a po około kilometrze, dwóch, już po obu stronach drogi, naszym oczom ukazują się wychodnie – idealne przekroje warstw skalnych. Na tym liczącym 5-6 kilometrów odcinku możemy zatrzymać się w dowolnym miejscu i przyjrzeć im się z bliska.

Dominują skały węglanowe: wapienie, margle i kreda. Szczególnie interesujące są liczne warstwy krzemieni i rogowców, widoczne przede wszystkim na początku objazdu (ponad dwadzieścia warstw o grubościach od 5 do 25 cm, FOT. 1, 2). Przeważa wśród nich czerń z domieszką ciemnej szarości, choć można spotkać również odmiany jasne. Krzemień to skała zbudowana z krzemionki (SiO2) pochodzenia biogenicznego lub chemicznego. Powstaje zazwyczaj w zbiornikach morskich, a dzięki znakomitym właściwościom mechanicznym stanowiła idealny surowiec do wyrobu prehistorycznych narzędzi. Miąższość całego kompleksu z krzemieniami sięga ok. 30-40 metrów. W innych częściach profilu możemy dostrzec ponadto warstwy piaskowca i piaszczystych iłowców (FOT. 3).

 

Opisywana sekwencja sedymentacyjna pochodzi z trzeciorzędu (65-3 mln lat) i odzwierciedla zmiany zachodzące w klimacie oraz krajobrazie. Obszar zalewało niegdyś płytkie, ciepłe morze, którego dodatkowe okresowe spłycenia doprowadziły do powstania skał piaskowcowych na wybrzeżu i w części lądowej. Na całym terenie miały miejsce dynamiczne ruchy tektoniczne. Na skutek związanej z nimi aktywności magmowej, w strefie ryftu Morza Martwego, w uskokach doszło do powstania batolitu oraz grubych bazaltowych żył pokładowych (tzw. silli).Są one widoczne w postaci ciemnych/czarnych warstw w jaśniejszych skałach węglanowych. Bloki i głazy zwietrzałego bazaltu są rozsiane po całym obszarze, staczając się również po zboczach,w doliny oraz kaniony.

Jedziemy dalej przez miasto At-Tafila drogą nr 35 w kierunku Asz-Szaubak. Tuż za gmachem szpitala miejskiego na skrzyżowaniu skręcamy w prawo i kierujemy się w stronę Morza Martwego. Początkowo droga prowadzi lekko pod górę, a później, po około 4-5 kilometrach, za granią opada stromo w dół. Po lewej naszą uwagę przykuwa wybitne wzgórze górujące ponad Wadi Mashra. Możemy zatrzymać się na pobliskim, dość wygodnym parkingu i wspiąć się na szczyt starą (rzymską?) bitą drogą (FOT. 4).

Po dotarciu do celu czas rozpocząć kontemplowanie okolicy od spostrzeżeń na temat ogólnego charakteru otaczającego nas krajobrazu. Od razu naszą uwagę przykuwa ogromna deniwelacja Wadi Mashra (FOT. 5). Występująca tu różnica poziomów, która przekracza 1200 metrów, znacząco wpływa na komunikację i transport w obrębie Wadi, a także na lokalne warunki hydrologiczne, geomorfologiczne, glebowe oraz rolnictwo. Wadi Mashra rozciąga się od Morza Martwego (-200-300 m p.p.m.) w kierunku wschodnim do Gór Moabu (1050 m n.p.m.). Jest to głęboki kanion, w którym wyraźnie widoczne są warstwy skalne powstające od środkowego i późnego kambru do późnej kredy. Decydując się dodatkowo na krótką wycieczkę do wylotu Wadi, na własne oczy można zobaczyć geologiczne i ekologiczne różnice występujące w jego obrębie (FOT. 6, 7, 8).

Wschodnią (górną) krawędź Wadi Mashra stanowią skały z okresu kredowego, rozciągające się na zachód. Pod nimi, tworząc wysokie klify, zalegają kredowe i kambryjskie kompleksy złożone z charakterystycznych piaskowców o krzyżowym warstwowaniu, analogiczne do tych, które możemy podziwiać w Petrze. Od tego miejsca dominują one w kanionie osiągając miąższość dochodzącą do ok. 1000 metrów (zob. również PRZYSTANKI NUMER DWA oraz SIEDEM). Kompleksy te poprzecinane są licznymi uskokami biegnącymi przeważnie na linii NNW-SSE.

O ile niższy kompleks jest stosunkowo jednolity pod względem petrograficznym, o tyle wyższy zbudowany jest z wielu różnych typów skał, w tym wapienia, dolomitu, margla, piaskowca, mułowca, iłowca, gipsu, buł krzemiennych, rogowców, a także wkładek limonitu. Cały kompleks kończą ciekawe warstwy iłowca oraz gipsu włóknistego, w których znajdują się między innymi źródła archeologicznej ochry, tj. czerwonego i żółtego pigmentu (FOT. 9, 10). Gips tworzy często piękne kryształy (FOT. 11, 12). Do najczęściej spotykanych na tym obszarze należą białe włókniste polimorfy oraz niezwykle charakterystyczne półprzezroczyste, miodowe „jaskółcze ogony”. Ponad nimi dominuje wapień dolomitowy i dolomit stanowiący najwyższe wzniesienia Wadi Mashra.

Cały teren obfituje w skały krzemionkowe, głównie krzemień (FOT. 13), jednak najbardziej interesujące i urokliwe są skały krzemionkowe powstałe pod wpływem wód hydrotermalnych. Są to głazy i bouldery o grubości dochodzącej nawet do 3-4 metrów, pierwotnie usytuowane wysoko w sekwencji stratygraficznej (FOT. 14). Skały te mają bardzo charakterystyczną teksturę w postaci równoległych pasów w różnych odcieniach tęczy, od bieli, przez szarość, beż, brąz, czerwień i fiolet po czerń. Niektóre okazy są naprawdę imponujące (FOT. 15).

Rzeźba terenu stanowi wypadkową budowy geologicznej, okresowych opadów oraz aktywności człowieka (FOT. 16). Ukształtowanie powierzchni, nachylenie zboczy i wypłaszczenia w dużej mierze zależą od rodzaju występujących w danym miejscu skał (większe nachylenie terenu jest charakterystyczne dla wapieni i piaskowców, bardziej płaskie powierzchnie dla łupków). Kręte i głębokie koryta licznych, niewielkich lub średniej wielkości strumieni przecinają osady stosunkowo młodego wieku (holocen – późny holocen). Na skraju kompleksu miękkich skał, w odległości ok. 400-500 metrów od drogi asfaltowej, naszym oczom ukazuje się wysoki klif (FOT. 17). Idąc jego brzegiem można podziwiać spektakularne wodospady tworzone przez okresowe opady (FOT. 18). W porze deszczowej woda spada nimi w dół tworząc niewiarygodne widowisko. W jednym miejscu wydrążyła nawet rozciągnięte w poziomie schronisko skalne podobne do tych w Arizonie i Kolorado. Tak jak w Ameryce Indianie Pueblo, tak tutaj mieszkańcy dostosowywali takie miejsca do potrzeb ludzi i ich stad (FOT. 19).

W południowej części obszaru można napotkać niezwykle ciekawe przykłady krasu kopalnego. Zachowały się tu fragmenty starych jaskiń, ich korytarzy i komór, które zostały odsłonięte erozją wodną, a także przez lawiny i osuwiska. Dodatkowo powierzchnia terenu obfituje w nacieki krasowe i fragmenty naturalnych pustek (FOT. 20, 21).

Rzeźba terenu ulegała i nadal ulega zmianom wywołanym przez działalność rolniczą człowieka. We wschodniej i południowo-wschodniej części pierwotną rzeźbę zmieniły liczne na tym obszarze kamieniołomy, zlokalizowane głównie w wapieniach i wapieniach dolomitowych, ponad warstwami gipsów. W innych częściach zwiedzanego terenu dobrze widoczne są murki, ślady usuwania kamieni z pól oraz dawne drogi. Można też dostrzec charakterystyczne wychodnie łupków, z którymi związane są źródła wody, a co za tym idzie pola i miejsca bytowania człowieka. Pomimo wyraźnej suchości, obszar ten od zawsze sprzyjał rolnictwu oraz działalności pasterskiej.

Wśród turystów szczególnym zainteresowaniem cieszyć się mogą liczne skamieliny w skałach wieku kredowego, pomiędzy obecną drogą asfaltową, a krawędzią klifu. Można tu znaleźć małże (np. Caprinula sp., Requienia sp.), głowonogi – amonity (Turrilites sp., Pseudotissotia sp. i Thomasites sp.), jeżowce (Micraster sp.) oraz mięczaki (Terebratula sp.). Niektóre z nich tworzą całe warstwy, ciesząc oczy przybyłych niesamowitym widokiem (FOT. 22, 23). Okolica obfituje również w skorupki współcześnie żyjących ślimaków lądowych. Wszystko to razem pokazuje, jak bardzo zmienia się tu klimat na przestrzeni roku.

 

Opisane powyżej kompleksy i warstwy tworzą jordańską część tzw. płyty arabsko-nubijskiej. Zgodnie z definicją, osady leżą tu horyzontalnie, jednak pod wpływem lokalnych zjawisk tektonicznych mogą być również przemieszczone. Na skraju Wadi Araba (Morze Martwe), opisywane warstwy zasadniczo charakteryzują się nieznacznym nachyleniem (inklinacją) w kierunku wschodnim. Szereg uskoków zmienia jednak tę sytuację powodując, że można obserwować bardzo różne orientacje warstw skalnych. Dodatkowo obraz geologiczny komplikują liczne osuwiska i olistolity o genezie lądowej.

Sama Wadi i jej rozgałęziona sieć odnóg ma postać V-kształtnych dolin i kanionów. W najniższym punkcie dno Wadi Mashra liczy mniej niż 100 metrów szerokości, stąd też bardzo trudno wykorzystać je w celach rolniczych. Mimo wszystko przepływający tu ciek wykorzystywany jest do pojenia stad oraz jako źródło wody zasilającej współczesne akwedukty. Środkowa część Wadi, z głęboko wciętym w podłoże skalne, wąskim dnem i stromymi ścianami, pozostaje w zasadzie niedostępna. Na tym odcinku ciek wodny nie jest widoczny na powierzchni, a formę tę nazwać można gardzielą.

We wschodniej i południowo-wschodniej części Wadi krajobraz uległ znaczącej przemianie na skutek wspominanych już działań górniczych (kamieniołomy), w ramach których eksploatuje się wapienie i wapienie dolomitowe. Pozostały teren był wyrównywany i oczyszczany dla celów rolniczych prawdopodobnie już od czasów starożytnych. Do upraw, sadownictwa oraz wypasu zwierząt wykorzystywało się i nadal wykorzystuje pola tarasowe. W strefie krzyżowania się uskoków tektonicznych, w związku z warstwami łupków znajdują się źródła wody. Położone są one we wschodniej części gaju oliwnego,gdzie wodę zbiera się do wybudowanych w tym celu zbiorników oraz systemu drenów, rur i kanałów (FOT. 24).

Na całym obszarze ścieżki dla zwierząt nie tylko wpisują się w lokalny krajobraz, ale wręcz go tworzą. Do dziś stada owiec i kóz przemierzają go kilka razy dziennie. Choć jednostkowy wpływ zadeptywania na ukształtowanie terenu jest niewielki, to po wielu stuleciach zmiany w rzeźbie terenu widać już gołym okiem. Zbocza, szczególnie na północy, są uformowane schodkowo w tzw. zachody. Komunikacja odbywa się ścieżkami,drogami bitymi, a współcześnie również drogą asfaltową (we wschodniej części obszaru). Wszędzie widać też ślady dawnych dróg.

Od września na tym pozornie suchym obszarze można podziwiać zakwit roślin (FOT. 25, 26, 27, 28). Całe stoki pokrywają się wtedy drobnymi, fioletowymi kwiatami z rodziny zimowitowatych (Colchicaceae) oraz mniej licznymi żółtymi okazami sternbergii (Sternbergialutea). Gdzieniegdzie wystają wysokie łodygi urginii morskiej (Urgineamaritima), zwanej też cebulą morską, która zimą kwitnie na biało. Jeszcze później pojawia się całe mnóstwo innych kwiatów, w tym np. mikołajek kreteński (Erynginumcreticum) czy przegorzan kulisty (Echinops sp.).

Przechadzając się po okolicy należy uważać na psy pasterskie, które potrafią uprzykrzyć wyprawę. Nie najlepszym pomysłem jest też zwiedzanie kamieniołomów. Okoliczni mieszkańcy strzegący swoich gajów oliwnych czasami zapraszają przechodniów na obiad, np. warzywne leczo i lokalny chleb – dobrze widziane jest przyjęcie takiej propozycji.

PRZYSTANEK NUMER DWA

Po zakończeniu wizyty w Wadi Mashra wracamy na główną drogę (nr 35) i na skrzyżowaniu skręcamy w prawo, kierując się na Asz-Szaubak (czyli na południe). Naszym kolejnym celem będzie miasto Sela leżące na zachód od drogi, którą się poruszamy, w odległości ok. 5 km od wspomnianego skrzyżowania. Choć prowadzą do niego znaki, zalecamy ostrożność, ponieważ ich ustawienie pozostawia wiele do życzenia. Jednym słowem, lepiej polegać na współrzędnych GPS.

Jadąc do Sela wjeżdżamy w królestwo czerwonych skał (zob. też PRZYSTANKI NUMER SZEŚĆ i SIEDEM). Ta starożytna osada została zbudowana na samotnym wzgórzu w głębokim i stromym wadi. Już sam spacer z parkingu zapiera dech w piersiach. Analiza sposobu jej budowy i doprowadzenia np. wody mogłaby być przedmiotem odrębnej, obszernej publikacji. Dlatego skupimy się wyłącznie na lokalnej przyrodzie.

Otaczają nas skalne ściany, klify, kolumny, iglice, rozpadliny, szczeliny, żleby oraz głazy. Taką samą formację piaskowcową, jaką już widzieliśmy na PRZYSTANKU NUMER JEDEN, możemy teraz podziwiać z bliska, mając okazję na własne oczy ujrzeć różne rodzaje wietrzenia. Pomimo okresowości opadów, wody powierzchniowe działają tu z wielką intensywnością. Sezonowe deszcze mają charakter torrencjalny i są niezwykle destrukcyjne (degradujące). Nic więc dziwnego, że erozja skał postępuje tak szybko. Deszcze tworzą liczne wodospady w ścianach kanionów, a porywiste potoki wykorzystują skalne rozpadliny, uskoki tektoniczne i zagłębienia w morfologii.

 

Otaczające nas piękne, rdzawoczerwone skały wydają się mocne i twarde – idealne do wykorzystania w budownictwie czy uprawiania sportów. Zbliżając się do nich zauważamy jednak, że setki i tysiące lat ekspozycji na działanie słońca, wody i wiatru znacząco je zmieniły. Piaskowce zbudowane są w głównej mierze z ziaren kwarcu, co jest dość oczywiste zważywszy, że jest to nic innego jak zlityfikowany piasek. W opisywanej formacji spoiwem dla ziaren jest węglan wapnia oraz minerały żelaza, przy czym te ostatnie nadają skale czerwonawo-brunatną barwę.

Infiltrująca skały woda (tzw. perkolacyjna) wchodzi w reakcje chemiczne z niektórymi minerałami. Wszystko zaczyna się od rozpuszczenia chlorków i węglanów, które w postaci roztworu transportowane są ku powierzchni skały. Następnie, na skutek zmian ciśnienia, temperatury oraz działalności wiatru, woda odparowuje, a na powierzchni piaskowca tworzy się cienka i twarda skorupa wietrzeniowa (tzw. duricrust). Proces przypomina wytrącanie się nacieków krasowych (speleotemów), czyli formowanie się stalaktytów, stalagnatów, draperii, kurtyn oraz innych form na ścianach skalnych.

Zjawisko rozpuszczania, czy raczej wymywania części składników ma również inne skutki. Pozbawione spoiwa (w geologii zwanego „matriks”) skały stają się miękkie, kruche i rozsypliwe. Krystalizacja soli na ich powierzchni rozpoczyna też proces eksudacji (wietrzenia solnego). Nowo tworzące się kryształy powodują rozsadzanie i osłabianie struktury skały. Kiedy dojdzie do usunięcia wspomnianej wyżej skorupy wietrzeniowej, rozpoczyna się proces szybkiej dezintegracji granularnej.Prowadzi ona do powstania form zwanych tafoni (l. poj. tafone). Tafoni różnią się między sobą wielkością i kształtami. Można wśród nich znaleźć m.in. okna skalne, kominy, filary, kolumny, kociołki, zasłony, makarony, grzyby krasowe, a także formy w kształcie plastrów miodu (alweole). Jeśli proces trwa wystarczająco długo, z tafoni wykształcają się groty, niewielkie korytarze a nawet całe jaskinie często nazywane pseudokrasowymi (FOT. 29, 30, 31, 32).

Samo miasto Sela i jego okolice obfitują w tafoni i jaskinie pseudokrasowe. Z uwagi na miękkość piaskowca, zniszczenie znanych nam zabytków archeologicznych i historycznych jest niestety tylko kwestią czasu (zob. słynna płaskorzeźba – napis z Seli).

Z jednej strony opisana erozja jest przyczyną niszczenia konstrukcji wzniesionych przez człowieka, ale z drugiej powstające pustki skalne stanowią doskonałe kryjówki dla owadów, gadów i niektórych gatunków ptaków. Siedząc w Seli i obserwując w ciszy otoczenie mamy szansę spotkać przynajmniej kilku przedstawicieli lokalnej fauny.

Wśród nich z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie gekon (FOT. 33), którego w południowej Jordanii występuje co najmniej kilka gatunków. Najłatwiej o spotkanie z gekonem wachlarzopalcym (Ptyodactylusguttatus) oraz liścionogim (Ptyodactylushasselquistii). Zwierzęta te są dość płochliwe, jednak zachowując się odpowiednio będziemy w stanie poobserwować je przez dłuższy czas, a być może nawet ostrożnie podejść i zrobić kilka zdjęć. Można je spotkać na ścianach, dachach skalnych lub w szczelinach, zwykle w miejscach zacienionych. Występujące pod palcami tych gadów lamelle, czyli szeregi blaszek, pokryte milionami wyrostków włoskowatycho długości nie przekraczającej 100 μm, umożliwiają im sprawne chodzenie po pionowych i przewieszonych powierzchniach.

Choć w dalszej części naszej podróży będziemy jeszcze mieli okazję na bliskie spotkania z jaszczurkami (zob. PRZYSTANEK NUMER SIEDEM), nie można pisząc o okolicach Seli pominąć grzebieniopalczyka (Acanthodactylus sp.), niepozornego, ale niezwykle zwinnego gada, który napotkawszy inną jaszczurkę, jest gotowy rzucić się do walki oraz ruszyć w długą pogoń za wrogiem. Przy odrobinie szczęścia i cierpliwości możemy stać się świadkami wycinka z jaszczurzego żywota (FOT. 34, 35, 36).

Niestety miejsca takie jak Sela zamieszkuje również szerszeń wschodni (Vespaorientalis), latający owad, który buduje gniazda w szczelinach skalnych lub w ziemi i tworzy kolonie złożone z jednej królowej oraz armii samców. Podczas lotu szerszeń wydaje bardzo charakterystyczny i głośny dźwięk, jednak z reguły nie atakuje dużych zwierząt o ile nie podejdą zbyt blisko gniazda.

Jeśli sprzyja nam szczęście, być może uda nam się spotkać również najszybszego węża we wschodniej części regionu śródziemnomorskiego, piaskowca zwyczajnego (Psammophisschokari). To bardzo szybki (osiągający prędkość 16 km/h) niejadowity gatunek o barwie zbliżonej do otaczających nas skał, co czyni go ledwie widocznym na ich tle. Piaskowiec świetnie wspina się po drzewach, a niekiedy nawet skałach. Żywi się jaszczurkami, gryzoniami i ptakami. Czasem wyleguje się on w ogrzewającym skały słońcu.

PRZYSTANEK NUMER TRZY

Jadąc Drogą Królewską z Seli, tuż przed Al-Qadisijją mijamy las rozpościerający się po obu stronach jezdni. Czas na kolejny przystanek. Turysta z zachodu być może uzna za kłopotliwe tony porozrzucanych dokoła śmieci. Zjawisko to jest równie typowe dla terenów pozaeuropejskich, co nie do przyjęcia dla turystów. Tak czy inaczej, nie ma innego wyjścia jak przywyknąć do tego niechcianego widoku.

Ci, którym uda się nie zwracać uwagi na brud, mogą urządzić w tym miejscu piknik (najlepiej zakupić wcześniej na tę okazję kunafę lub inne słodycze). Cień i szumiący wśród gałęzi wiatr z pewnością zrekompensuje wszechobecność śmieci. Jeśli nie, warto choćby przejść się po lasku. To dziś bardzo popularne wśród okolicznej ludności miejsce relaksu i odpoczynku. Przyjemnie zaskoczyć tu może obecność sosny alepskiej (Pinushalepensis), jałowca fenickiego (Cupressussempervirens), a nawet głożyny (Ziziphus sp.), topoli eufrackiej (Populuseuphatica) czy pistacji atlantyckiej (Pistaciaatlantica). Zdaniem specjalistów niektóre z tych gatunków występują na Bliskim Wschodzie niezwykle rzadko.

Las stanowi dom dla ogromnej liczby ptaków i innych zwierząt. To prawdopodobnie najlepsze w całej naszej wyprawie miejsce na obserwacje ornitologiczne. Mieszka tu lub przynajmniej ląduje na odpoczynek wiele gatunków ptactwa. Wprawdzie potrzeba do tego sporo czasu i cierpliwości, ale już widok dudka (Upupaepops) spacerującego i wydziobującego z ziemi owady z pewnością wynagrodzi nasz trud. Jesienią przez południową Jordanię przelatują syczki zwyczajne (Otusscops). Można je dostrzec na drzewach, gdzie kontemplują okolicę i rozglądają się za smakowitymi myszami. Doświadczony ptasiarz zobaczy tu jednak dużo, dużo więcej.

Las otaczają pola uprawne. Podobnie jak w innych częściach gór Moabu i Edomu, powstały one na bardzo specyficznym podłożu geologicznym. Rolę warstwy wodonośnej pełni tu kompleks skał ilastych, mułowców, cienko warstwowanych margli oraz gipsu (zob. PRZYSTANEK PIERWSZY). Te miękkie skały są jednocześnie bardzo podatne na erozję, tworząc w terenie charakterystyczne płaskie przestrzenie, których piękne przykłady można właśnie znaleźć nieopodal naszego lasu.

PRZYSTANEK NUMER CZTERY

Poza Petrą, wszystkie przewodniki turystyczne poświęcone południowej Jordanii skupiają się na rezerwacie biosfery i wiosce Dana, które opisywane są jako idealne miejsca na jednodniową lub kilkugodzinną wycieczkę. Takie podejście świadczy jednak o kompletnym niezrozumieniu charakteru tego obszaru.

Jeżeli zdecydujemy się na szybki spacer w dół i w górę doliny, uznamy, że natura nie była tu zbyt hojna. Poza tym, w okresie, na który w Europie przypadają wakacje (czerwiec – początek września), klimat jest tu suchy lub nawet bardzo suchy. Niemal wszystkie rośliny, pozbawione wody, znikają wtedy w cieniu otaczających je czerwonawo-żółtych skał. Oczywiście może to zniechęcać, jednak z drugiej strony to także dobry powód, żeby zwolnić i zatrzymać się na chwilę. Widziana z bliska, przyroda rezerwatu Dana bez wątpienia ma swój urok.

Najczęściej proponuje się rozpoczęcie wizyty w rezerwacie od samej wioski Dana. My natomiast sugerujemy zupełnie inną trasę. Zaraz za PRZYSTANKIEM NUMER TRZY mijamy opisywany powszechnie mirador nad kanionem Dana i jedziemy dalej prosto, przez ok. 1-2 km. Kiedy po lewej stronie naszym oczom ukazują się budynki cementowni, skręcamy w prawo. Tutaj zostawiamy samochód i idziemy lekko pod górę, w kierunku prywatnych budynków (na zachód).  Po ok. 200 metrach widzimy półotwartą konstrukcję stanowiącą punkt widokowy. Mijamy ją i idziemy w prawo, wzdłuż krawędzi niewielkiego klifu. Pomiędzy wspomnianym już punktem widokowym, a masztami telefonii komórkowej znajduje się kilka miejsc, w których można zejść w dół ścieżkami pasterskimi (decydując się na tę opcję należy zachować szczególną ostrożność). Naszym celem są czarne skały u stóp masztów.

Wybierając odpowiednie miejsce na odpoczynek lub idąc wzdłuż muru skalnego możemy podziwiać niezwykłą formację. To tzw. skalne organy, ściana utworzona z bazaltowych słupów, a dokładniej wychodnia bazaltowego sillu wciśniętego w trzeciorzędowe warstwy węglanów. Tworzy on obecnie wierzchnią pokrywę tutejszego płaskowyżu (FOT. 37). Ta osobliwa formacja skalna wykształciła się w procesie schładzania potoku lawowego. Z uwagi na regularny, sześciokątny system spękań(tzw. cios kolumnowy) sprawia ona wrażenie sztucznej, choć w rzeczywistości powstała całkowicie naturalnie. Sądząc po rozmiarach słupów można przypuszczać, że proces chłodzenia lawy przebiegał niezwykle wolno. Stabilność bazaltowych słupów jest różna w zależności od miejsca. Niektóre są stosunkowo świeże i lite, inne potrzaskane i odspojone wiszą nad nami niepewnie (FOT. 38, 39, 40). Poniżej opisanej ściany skalnej zbocze pokrywają liczne bloki i głazy bazaltowe, które czasem staczają się do wioski Dana, lub jeszcze niżej. Cały ten bazaltowy rejon stanowi świetne miejsce do uprawiania wspinaczki skalnej (możliwe są drogi o długości 5-15 metrów i trudnościach 4a-6b).

 

Czas jednak ruszać w dół jedną z wielu znajdujących się tutaj ścieżek pasterskich. Zbocze jest bardzo strome i niemal wszędzie pełne tropów i śladów owiec oraz kóz (FOT. 41, 42). Schodząc trzeba bardzo uważać i patrzeć pod nogi, jednak mimo wszystko warto podjąć ten trud. Poniżej bazaltów kolor skał od razu się zmienia. Teraz naszym oczom ukazują się białawo-żółtawe węglany pokryte cienką, czerwonawą warstwą inicjalnej gleby, na której jednak mogą już rosnąć drzewa. Niespodziewanie odkrywamy, że począwszy od podstawy bazaltów, aż do wioski Dana, stok jest porośnięty lasem. Wśród tutejszej flory dominuje sosna alepska (Pinushalepensis) i jałowiec fenicki (Juniperusphoenicea), z niewielką domieszką innych drzew, w tym krwiściągu ciernistego (Sarcopoteriumspinosum). Z mniejszych roślin można zwrócić uwagę na typowy dla terenów śródziemnomorskich, a nieznany w Polsce gatunek ostu z rodziny astrowatych –Picnomonacarna (FOT. 43, 44, 45, 46), którego ciernie bardzo łatwo przenikają skórę.

W lesie tym warto urządzić piknik. Siedząc na dywanie utkanym z długich, delikatnych sosnowych igieł, można rozkoszować się szumem wiatru tańczącego wśród gałęzi, zapachem szyszek, cykaniem cykad, naprzemiennym słońcem i cieniem, odosobnieniem i spokojem. Można tu poczuć śródziemnomorski klimat minionych epok. Jak czytamy w starożytnych i średniowiecznych źródłach i jak pokazują dowody archeologiczne, obszar Transjordanii cieszył się klimatem łagodnym, odpowiednim nie tylko dla gajów oliwnych i wypasu zwierząt, ale również do uprawy winnic i zbóż. Po PRZYSTANKU NUMER TRZY to kolejne miejsce, w którym można „dotknąć” klimatycznej przeszłości tej okolicy.

Z lasu w kierunku zachodnim rozciąga się piękna panorama (FOT. 47, 49, 49, 50). Jeśli pogoda i przejrzystość powietrza pozwolą można nawet dojrzeć zachodni zrąb ryftu Morza Martwego. Ten widok, niemal z lotu ptaka, zaczyna się tuż u naszych stóp tradycyjnymi, kamiennymi zabudowaniami wioski Dana, otomańskiej osady z antycznymi korzeniami. Dzisiaj jest ona miejscowością typowo turystyczną, jako że jej mieszkańcy wyprowadzili się do Qadisijji, skuszeni możliwością podjęcia pracy w pobliskiej cementowni. Wioska usytuowana jest na skalistym cyplu ponad doliną (albo raczej kanionem). Górujące nad nią zbocza zbudowane są z wapieni. To prawda, są strome, ale ich nachylenie jest i tak niewielkie w porównaniu ze skalnymi zerwami i przepaściami poniżej. To tu zaczyna się prawdziwe „królestwo piaskowców”. Nie sposób przeoczyć jego granic – skały zmieniają nagle barwy z biało-żółto-beżowych na czerwono-rdzawo-brązowe. Nasz wzrok przeskakuje po ostrych graniach i grzbietach coraz niższych i niższych,dalszych i dalszych piaskowcowych wzgórz. Wreszcie, daleko w dole, pośród parnego powietrza Wadi Araba, znajduje się wylot doliny Dana. „Podążając” dalej po płaskim już terenie docieramy do najgłębszej depresji świata, Morza Martwego (-300-400 m p.p.m.). Z tej odległości widać zamglone pola uprawne, prostokąty salarów oraz migoczące światła wiosek. Na linii horyzontu teren znów się wznosi – to wzgórza Negewu.

W zależności od nas samych i naszych możliwości możemy rozpocząć naszą wycieczkę po południu, tak aby dotrzeć do wioski Dana o zachodzie słońca (należy pamiętać, by zarezerwować z wyprzedzeniem nocleg). Decydując się na tę opcję zyskujemy okazję, by podziwiać zapierający dech w piersiach zachód słońca nad Wadi Araba (FOT. 51, 52, 53, 54).

Idąc od ostatniego postoju w dół stromego stoku kierujemy się na zabudowania Dany. Po drodze naszym oczom ukazują się kolejne warstwy wapieni. Różnią się one barwą, miąższością, twardością, składem mineralnym itd. Wszystkie widoczne są w morfologii terenu jako klify, ściany, łagodniejsze stoki i półki skalne (FOT. 55). Na całej długości zbocze przecinają liczne żleby. Nie brak też skalnych bloków oraz niższych lub wyższych ścian niemal zapraszających do wspinaczki (FOT. 56).

Tuż ponad przecinającą stok asfaltową drogą, pod wiszącą skałą (FOT. 57), znajduje się źródło. Dziś to niezwykle popularne wśród miejscowych miejsce, w którym lubią spędzać wolny czas (głównie w weekendy). Woda gromadzona jest w zbiornikach i spływa w dół rurami i betonowymi kanałami, zaopatrując Danę. Pochodzi ona z warstwy wodonośnej, o której wspominaliśmy już we wcześniejszej części tekstu (zob. PRZYSTANKI NUMER JEDEN i TRZY). Choć całość ujęcia została zaprojektowana na wzór pergoli, ostateczny efekt wizualny nie zachwyca. Ponad nim można jednak zobaczyć niezwykle ciekawy przykład przemieszczonego pakietu wapieni. Warstwy skalne ułożone są niemal pionowo, kontrastując z monoklinalnym otoczeniem. W leżących na przemian warstwach wapieni, margli, kredy itd. znaleźć można piękne konkrecje krzemieni ze szczotkami kryształu górskiego (FOT. 58). W innych miejscach z kolei możemy podziwiać pokaźne buły krzemienia pasiastego(podobnego do słynnych polskich krzemieni z okolic Krzemionek Opatowskich) (FOT. 59). Można udać się na krótki spacer ścieżką biegnącą wzdłuż podstawy muru skalnego, aby oglądnąć te formacje in situ.

Od sierpnia do czerwca o poranku Danę spowijają poranne mgły przynoszone przez wiejący w górę kanionu wiatr (FOT. 60). Rozkoszowanie się wschodem słońca nad doliną to wtedy przeżycie, którego się nie zapomina. Początkowo mgła jest wszędzie, zakrywa nawet pobliskie drzewa. Gnana wiatrem, stopniowo jednak podnosi się, kawałek po kawałku odsłaniając krajobraz, jak w klasycznej romantycznej baśni, aby w końcu rozpłynąć się zupełnie. Całe zjawisko trwa około dwóch godzin, a zimą nawet dłużej, dlatego należy mieć świadomość, że temperatura może spadać poniżej 10 stopni Celsjusza oraz że mogą zdarzyć się opady deszczu lub nawet śniegu.

Po drodze do wioski (możemy do niej dotrzeć asfaltową drogą lub niewielką ścieżką wzdłuż kanału wodnego biegnącego pośród granatowców, figowców oraz gajów oliwnych FOT. 61, 62, 63) napotykamy czarne bryły bazaltu-andezytu, pochodzące z intruzji, które widzieliśmy w wyższych partiach. Bita droga za wioską zaprowadzi nas nad przepaść. Warto tu przyjrzeć się ścianom skalnym po obu stronach. Przy wejściu do kanionu Dana od razu widać, jak miejsce formacji wapiennych zajmują piaskowce. Okolica obfituje we wszystkie zjawiska, jakie mieliśmy okazję już poznać podczas PRZYSTANKÓW NUMER JEDEN i DWA (FOT. 64, 65). Skupmy się jednak tylko na skutkach erozji rzecznej, czyli fluwialnej, ponieważ z uwagi na omówioną już wyżej suchość tutejsze skały są niezwykle podatne na działalność wody. Sezonowość i dynamiczność przepływu wód sprawia, że erozja postępuje bardzo szybko, a jej efekty są wyraźnie widoczne. Wszędzie, jak okiem sięgnąć, możemy dostrzec mniejsze lub większe żłobki spływowe, debrze, jary, wąwozy, kanały i wciosy zbiegające się w kanion Dany. Mówiąc wprost, miejsce to łączy wszystkie etapy procesu erozji wgłębnej. Znajdziemy tu również stopnie skalne – wodospady, niecki, nisze oraz inne formy eworsyjne. Powierzchnię pokrywają iły, piaski, żwiry, bryły wapieni, piaskowce, zlepieńce oraz inne skały.

Mimo, że na pierwszy rzut oka Wadi Dana wydaje się być nieprzyjazna dla życia, w rzeczywistości można tu spotkać niezwykle bogatą faunę i florę. Częstym widokiem jest na tym terenie między innymi krocionóg (Archispirostreptussyriacus), choć ze względu na jego nocny tryb życia obserwacja może być utrudniona (FOT. 66, 67). Pożywienia w okolicy szukają także liczne gatunki owadów, w tym modliszki (FOT. 68). To niezwykle interesujące, a przy okazji niezbyt szybkie zwierzęta. Mając nieco cierpliwości obserwacyjnej, można je spotkać idąc wzdłuż kanionu. Czasem śledzone są one także przez jaszczurki, dla których stanowią źródło pożywienia. Podczas tego przystanku możemy szczególnie zwrócić uwagę na kameleony. Bez wątpienia jest w nich coś niemal hipnotyzującego. Zwierzęta te, raczej powolne, stanowią niezwykle wdzięczny obiekt obserwacji. Można siąść obok i śledzić ruchy ich gałek ocznych oraz przyglądać się subtelnym zmianom ubarwienia ułatwiającym kamuflaż, ekstrawaganckim palcom, tanecznym ruchom, a przy odrobinie szczęścia również długiemu, pokrytemu lepkim śluzem językowi, który pozwala im chwytać insekty.

Ponad naszymi głowami i w skałach mieszka całe mnóstwo ptactwa. Przez dobrą lornetkę być może uda się wypatrzeć jerzyka alpejskiego (Apus melba) albo jaskółkę bladą (Ptyonoprognefuligula). Wyżej od czasu do czasu pokołuje jakiś ptak drapieżny, a wieczór „umilą” latające ssaki – nietoperze (głównie podkowiec śródziemnomorski – Rhinolophuseuryale). Ten niezwykle bogaty ptasi świat przyciąga drapieżców, w tym węże.

Na najwytrwalszych, na końcu Wadi Dana czeka jeszcze jedna atrakcja, Wadi Feynan. Obie wadi zbiegają się u wylotu Wadi Dana i otwierają na równinę Wadi Araba. Na dole od niedawna funkcjonuje ekohotel – FeynanEcolodge, oferujący możliwość noclegu w naturalnych, tradycyjnych warunkach. Hotel nie należy do tanich, ale oferta wydaje się ciekawa. Obejmuje możliwość uczestniczenia w gotowaniu, spotkanie z tubylcami, relaks, wędrówki, jazdę na rowerze oraz canyoning. Fauna i flora też jest zgoła odmienna niż ta, z którą mieliśmy do czynienia wcześniej. Znajdziemy tu wiele gatunków hiacyntów, mieczyków, akacji i innych roślin (FOT. 69, 70, 71).

 

Naszym ostatnim, ale zarazem najważniejszym celem w Wadi Feynan są słynne kopalnie rud. Kanion ten już w epoce brązu znany był jako ważne źródło miedzi, złota i srebra w Transjordanii. Rudy formowały się w czasie zjawisk po-wulkanicznych, w związku z krążeniem tzw. wód hydrotermalnych. Choć dziś złoża te nie mają większej wartości gospodarczej, warto zobaczyć obszar, który w starożytności był wykorzystywany w celach górniczych i metalurgicznych. Nadal sporo tu minerałów kruszcowych, żużli i innych odpadów antropogenicznych. Należy jednakże pamiętać, że mamy do czynienia z obszarem o szczególnym znaczeniu archeologicznym, w związku z czym nie zalecamy zabierania ze sobą „pamiątek”.

PRZYSTANEK NUMER PIĘĆ

Kolejny przystanek wywoła wśród większości turystów zdziwienie i sprowokuje pytanie „po co tam jechać?”. Odpowiedź jest prosta – aby w pełni poczuć znaczenie słowa „slowtravel”, czyli sztuki wolnego podróżowania. Takie podróżowanie wydaje się mieć na nas, naszą wrażliwość i doświadczenie równie dobroczynny wpływ jak „slow food” – niespieszne jedzenie mało przetworzonego pożywienia. Opuszczając rezerwat przyrody Dana drogą nr 35 mijamy Qadisijję, a następnie po około 20 km skręcamy w lewo w kierunku drogi nr 814. Dalej, na skrzyżowaniu ponownie odbijamy w lewo (na wschód), aby po 4-5 km skręcić w prawo w niewielką asfaltową drogę do Fajsaliji. Na wysokości trzeciego kilometra droga schodzi do dna doliny – oto nasz cel.

Współcześnie krajobraz jest tu zdominowany przez pagórki oraz łagodne zbocza poprzecinane płytkimi dolinami okresowych rzek i potoków (FOT. 72). W porównaniu z poprzednim PRZYSTANKIEM teren wydaje się płaski i monotonny. Główne doliny układają się tu równolegle względem siebie i biegną ku wschodowi. Wśród osadów powierzchniowych dominują żwiry o słabo do mocno zaokrąglonych krawędziach (żwiry, otoczaki, głazy o średnicy nawet do 50-80 cm) oraz bruk pustynny. Petrograficznie przeważają krzemienie z niewielką domieszką wapieni. Około 6-7 km na zachód znajdują się źródła rzek, chociaż obecnie zasilane są one wyłącznie wodą powierzchniową pochodzącą z okresowych opadów.

Na kulminacjach wzgórz zlokalizowane są pola orne, wykorzystywane wyłącznie w sezonie deszczowym (od połowy października do końca kwietnia). Całoroczne rolnictwo możliwe jest dzięki stosowaniu nawodnienia ze studni głębinowych. Takie rozwiązanie umożliwia wprawdzie uprawę warzyw i owoców, a mimo to nie jest zbyt powszechne i ogranicza się do niewielkich areałów. Bardzo popularna jest natomiast tradycyjna tutaj hodowla wielbłądów, owiec oraz kóz (FOT. 73, 74). W ostatnich latach coraz większej pojawia się farm wiatrowych.

Podłoże zbudowane jest głównie z węglanów oraz w mniejszym stopniu ze zlepieńców. Wszystkie warstwy skalne stanowią część monokliny gór Edomu. Starsze osady lepiej widać na zachodzie, w kierunku obszaru źródłowego rzek, podczas gdy młodsze (wapienie, wapienie zsylifikowane, krzemienie) tworzą progi, przełomy rzeczne i ścianki skalne (do ok. 10-15 m) w niższych częściach dolin i ku wschodowi.Są one także czasem odsłonięte na szczytach wzgórz, w niektórych miejscach w postaci płaskich powierzchni, mierzących nawet kilka arów. Najmłodsza formacja skalna to dobrze scementowane zlepieńce rzeczne i jeziorne, zbudowane głównie ze żwirów i głazów (o średnicy do 40 cm).  W formacjach tego typu rozwinął się pseudokras, tworząc schroniska skalne i niewielkie groty. Podłoże, po którym właśnie spacerujemy to plejstoceńskie i holoceńskie terasy rzeczne zbudowane głównie ze żwirów, z przewarstwieniami piasków i glin. Szczególnie ciekawe są tu wapienie z grubymi warstwami czarnego i szarego krzemienia. Skała ta zalega na co najmniej sześciu poziomach, stanowiąc gratkę dla archeologów, a w przeszłości idealny materiał dla pracowni krzemieniarskich (FOT. 75, 76).

Na takich skałach macierzystych uformowały się gleby wapienne o charakterze terra rossa i rędzin, nadające się do uprawy niektórych roślin. Wbrew pozorom obszar obfituje także w dziką roślinność, wśród której dominują biały piołun (Artemisiaherba-alba), Anabasissyriaca (z rodziny szarłatowatych), Noaeamucronata (z rodziny amarantowatych), żółte kwiaty dziewanny (Verbascum sp.), Varthemiaiphionoides, krwawnik (Achillea sp.) oraz zapaliczka, szereg gatunków czosnku, Cousiniamoabitica, piaskowiec (Minuartiapicta) i wiele więcej (FOT. 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83). Rośliny skupiają się głównie wzdłuż koryt strumieni, choć można je też spotkać na zboczach dolin.

 

Należy również wspomnieć, że począwszy od lat 90 znacząco wzrasta ilość opadów. W ciągu roku spada obecnie średnio dwa razy więcej deszczu niż w poprzednich dziesięcioleciach. Zmiany te nie rozkładają się jednak równomiernie na cały rok. Wręcz przeciwnie, opady mają charakter sporadyczny, ale nawalny, z czym wiążą się specyficzne zjawiska: powodzie błyskawiczne i powodzie pokrywowe. Zjawiska te można obserwować także w innych częściach Jordanii – wystarczy poczytać o niezwykle niebezpiecznych lecz spektakularnych wypadkach, jakie miały miejsce w 2018 roku w Petrze i Wadi Musa. Katastrofy tego typu już zaczęły znacząco zmieniać lokalną morfologię terenu. Jak widzieliśmy w innych miejscach (zob. PRZYSTANKI NUMER JEDEN, DWA, CZTERY i SZEŚĆ), woda szybko i głęboko wcina koryta rzek. Starsze terasy (okruchowy materiał fluwialny osadzony wcześniej wzdłuż cieków wodnych) są silnie erodowane.

Kolejnym ważnym czynnikiem erozyjnym na tym terenie są wiatry wiejące najczęściej od strony doliny ryftowej w kierunku pustyni. Często możemy tu zaobserwować niewielkie wiry pyłowe „tańczące” na pobliskich wzgórzach lub tuż obok nas (FOT. 84). Codzienne podmuchy podnoszą i przemieszczają cząstki gleby i osadów w zawiesinie (suspensja) lub skokami (saltacja).  Siła wiatru, choć różna w różnych dniach i miesiącach, jest wystarczająca, aby opłacalne było budowanie wspomnianych farm wiatrowych. Dzisiaj w całym regionie turbiny wiatrowe stanowią coraz częstszy widok. Od czasu do czasu teren ten nawiedzają burze piaskowe. Chociaż jest to zjawisko charakterystyczne dla zimy, to w ostatnich latach występuje ono także w okresie od sierpnia do października. Wszystko to razem prowadzi do powstania formacji morfologicznej typowej dla środowisk suchych – bruku pustynnego (FOT. 85). Głazy i grubsze żwiry pokrywają cały teren niemal ciągłą warstwą. Gwoli ścisłości należy w tym miejscu dodać, że swój udział w zaburzeniu tego status quo mają wspomniane wyżej powodzie pokrywowe, które przenoszą owe większe części osadów, dzięki czemu proces trwa nieprzerwanie.

Burze pyłowe i piaskowe to niebezpieczne i bardzo nieprzyjemne dla człowieka zjawiska, związane ze zmianami ciśnienia. Pył jest wtedy wszędzie i wciska się wszędzie. Trzeba się zatem dobrze przygotować – chusta (np. arafatka), nakrycie głowy i okulary to zestaw obowiązkowy. Należy uważać ze szkłami kontaktowymi (łatwo można je zatrzeć na oku), a chorzy na astmę powinni unikać przebywania na otwartej przestrzeni. Choć o burzy pyłowej wspominamy przy okazji obecnego przystanku, można się na nią natknąć praktycznie w każdym rejonie Bliskiego Wschodu.

Pobyt w Fajsaliji to okazja, by z dala od ludzkiego zgiełku zobaczyć, jak wygląda prawdziwe życie na obszarach półpustynnych. Żyjące w tym biotopie zwierzęta są zazwyczaj bardzo niepozorne, a ich ubarwienie z pewnością nie ułatwia obserwacji. Jeżeli skupimy wzrok na ziemi… być może uda nam się jednak dostrzec agamę gwiaździstą zwaną hardun (Laudakiastellio). Jest to prawdziwy mały smok (osiąga długość 25-30 cm z ogonem), czarny gad  w pomarańczowo-żółte paski i plamki (gwiazdki) na grzbiecie (FOT. 86). Zwierzę to zamieszkuje okolice strumieni i koryt rzek okresowych wykorzystując jako siedliska i gniazda zniszczone erozją terasy żwirowe, schroniska skalne, niewielkie groty oraz korytarze. Nie jest groźne, ale jeżeli zakłóci się jego spokój, potrafi przeprowadzić bardzo „przekonujący” atak.

Nie mniej interesujący niż agamy są też inni mieszkańcy okolicy. Kolejnym jest skorpion, pajęczak bardzo charakterystyczny dla takich biotopów i równie słynny,co nieśmiały. Skorpiony to zwierzęta nocne, które w ciągu dnia kryją się pod kamieniami, w szczelinach oraz luźnych żwirach. Można się na nie natknąć tylko przez przypadek. Odwiedzany przez nas teren zamieszkuje np. Leiurussp. oraz Buthacus sp. Zdecydowanie nie należy ich dotykać ani chwytać. Jad skorpiona może być groźny dla dzieci, osób uczulonych, chorych na serce oraz starszych.

W Fajsaliji można ponadto podziwiać koniki polne, świerszcze i cykady (FOT. 87, 88, 89). Owady te maskują się tak dobrze, że zwykle tylko słyszymy ich odgłosy w pobliżu, nie mogąc jednak zobaczyć ich „autorów”.  Spotkamy tu również mrówki pustynne i chrząszcze z rodziny czarnuchowatych (mączników), którymi żywią się między innymi agamy oraz ptaki, często „ustawiające się w kolejce” po taki obiad. Pośród ty ostatnich charakterystyczny dla tego obszaru jest skowron pustynny (Alaemonalaudipes) i skowronik piaskowy (Ammomanescincturus). Jeżeli pogrzebiemy w ziemi tak, jak to robią ptaki, także znajdziemy owady, a dokładniej poczwarki siedzące w twardych wapiennych kokonach.

Dużo trudniejsze do spotkania są i obserwacji są lisy (fenek, lis piaskowy i lis rudy). Fenki to niewielkie ssaki o bardzo charakterystycznych uszach, które podobnie jak inny lisi kuzyni zazwyczaj polują po zmierzchu oraz nocą. Ich ulubionym siedliskiem są groty i powstałe na skutek erozji wodnej korytarze. Na wschodzie, w głębi pustyni żyje hiena pręgowana i szakal złocisty, gatunki znajdujące się dziś na skraju wyginięcia. Ponieważ zwierzęta te nie szukają towarzystwa człowieka, bardzo trudno je spotkać.  Czasem jednak w okolice Fajsaliji przywabi je smakowity zapach owczego lub koziego truchła.

Warto też spojrzeć do góry – być może uda się dostrzec kołującego wysoko kurhannika (Buteorufinus), rybołowa zwyczajnego (Pandionhaliaetus), sokoła berberyjskiego (Falcopelegrinoides) albo kruka pustynnego (Corvusfuficollis) lub kusego (Corvusrhipidurus). Ptaki te krążą zwykle samotnie wypatrując przysmaków w rodzaju kolcomyszy złotawej (Acomysrussatus). Bardziej wytrwali ptasiarze mają szansę poobserwować (najlepiej przez lornetkę) płomykówkę zwyczajną (Tyto alba), która lubi wylatywać znienacka spośród krzewów i równie tajemniczo znikać. Bardzo powszechna na tym terenie jest ponadto zwinna i dzielna pliszka siwa (Motacilla alba).

Prace przeprowadzone przez polski zespół w ramach polskiego projektu HLC pokazują, że w epoce plejstocenu i holocenu, a nawet wczesnego trzeciorzędu klimat na tym obszarze wielokrotnie się zmieniał. Wiemy na pewno, że w paleolicie intensywnie eksploatowali go łowcy-zbieracze wykorzystujący istniejące wówczas stałe rzeki płynące w kierunku dzisiejszej pustyni oraz tutejszą florę i faunę. Począwszy od neolitu było tu coraz bardziej sucho, jednak nie na tyle, aby uniemożliwić działalność rolniczą. Znane z późniejszej historii epizody suszy zmieniły jednak warunki życia na tym terenie na zdecydowanie bardziej wymagające. W czasach późnego antyku, okresie bizantyjskim i średniowieczu optimum klimatyczne pozwoliło na powrót rozwiniętego rolnictwa (liczne gaje oliwne, winnice itp.). Późniejsza działalność człowieka (zobacz PRZYSTANEK NUMER SZEŚĆ) oraz współczesne „pustynnienie” terenu sprzyja głównie działalności pasterskiej.

PRZYSTANEK NUMER SZEŚĆ

Aby dotrzeć do kolejnego przystanku wystarczy zajrzeć do dowolnego przewodnika i kierować się na zamek Asz-Szaubak. Jednak to nie sam zabytek jest celem naszej wyprawy, zatrzymujemy się tylko w okolicy drogowskazu do Ghuweir, aby spojrzeć na panoramę z zamkiem w tle (FOT. 90). Obiekt góruje nad systemem głębokich dolin w V-kształtnych oraz nad średniowiecznymi osadami służebnymi i polami. Pomimo, że podczas naszej wycieczki po południowej Jordanii odwiedziliśmy już lasy, nadal trudno sobie jednak wyobrazić, że jeszcze w średniowieczu podobna roślinność zajmowała tutaj bardzo rozległe obszary, pełniąc ważną funkcję. W historycznych źródłach czytamy, że w drugiej połowie XII wieku ówczesny władca zamku Asz-Szaubak (zwanego wówczas zamkiem Montreal), Reynald de Châtillon, zaczął wcielać w życie swój diaboliczny plan wybudowania tu, na lądzie flotylli okrętów i przetransportowania jej do portu Akaba celem przeprowadzenia błyskawicznego ataku na Mekkę. Zanim go jednak zrealizował, Saladyn zdołał odkryć i spalić okręty,a sam zamek zdobył dwa lata później. Poprzez tę historię chcemy zwrócić Państwa uwagę na urodzajność oraz lesistość obszaru Transjordanii jeszcze w XI-XIII wieku. Wydaje się, że oprócz naturalnych zmian klimatycznych (zob. PRZYSTANEK NUMER PIĘĆ), istotny wpływ na tutejszy biotop i krajobraz miał czynnik ludzki.

Tymczasem kontynuujemy naszą podróż w kierunku kanionu Ghuweir, znanego również jako Wadi al-Nakheel. Droga prowadzi przez niewielkie osady Masjid al-Muqariyah i Al-Mansura, jednak jest dość zawiła, dlatego warto kierować się współrzędnymi GPS: koniec drogi to 30.595806 N / 35.560045 E; początek ścieżki w dół kanionu: 30.596260 N / 35.565903 E.

Podczas zjazdu do kanionu zatrzymujemy się na prowizorycznym parkingu po prawej stronie (nie da się go nie zauważyć). Już teraz możemy powiedzieć „ahoj przygodo” – obszar jest zupełnie bezludny. Patrząc dookoła możemy podziwiać dzikie, suche, puste górskie granie (FOT. 91, 92), cichych strażników przeszłości. Na północy naszym oczom ukazuje się jeden z uskoków tektonicznych nad Wadi Ghuweir, który przecina skały ukośnie z NW na SE tworząc naturalną półkę skalną, tzw. zachód (FOT. 93).

Szczyty dokoła nas wydają się niedostępne. Wznoszą się stromo na wysokość ponad 1600 m n.p.m., w całości pokryte skalnym rumoszem, koluwiami oraz piargami i poprzecinane żlebami i małymi wąwozami. Nie widać tu szlaków turystycznych ani ścieżek. Ciekawe, czy kiedykolwiek stanęła na nich ludzka stopa? Nie mniej interesujący widok roztacza się tuż pod stopami. Tutejsze warstwy skalne są niezwykle bogate i zawierają ciekawe okazy petrograficzne. Przyglądając im się uważnie znajdziemy krzemienie, druzy, kryształy kwarcu, a nawet ametyst, jaspis oraz niezwykle ciekawe okazy wapienia muszlowego. Oczywiście warto też zwrócić się ku przyrodzie ożywionej, którą reprezentuje między innymi złotogłów (Asphodelusaestivus).

Kończymy ten postój i jedziemy dalej, przygotowując się na bardzo stromy zjazd z zapierającymi dech w piersiach serpentynami tuż nad przepaścią. W tym miejscu trzeba zachować szczególną ostrożność – w 2018 roku asfaltowa droga została niemal doszczętnie zniszczona przez powodzie błyskawiczne i pokrywowe. W wielu miejscach napotkamy świeżo osadzone żwiry, a na ostatnim odcinku 1-1,5 km asfalt został całkowicie zerwany przez wodę. Tutaj musimy zatem zaparkować – w roku 2019 było wystarczająco dużo miejsca na 3-4 samochody. Choć w wyprawę można wyruszyć „zwykłym” samochodem, to wóz z napędem na cztery koła (4×4) będzie zdecydowanie bezpieczniejszy, a droga mniej stresująca.

W miejscu, które wybraliśmy na parking, możemy postudiować działanie wody. Schodząc w dół do kanionu stąpamy po świeżo (2018) zsuniętych blokach skalnych i żwirach, mijamy V-kształtne wcięcia krętych, efemerycznych strumieni oraz ich stożki napływowe.

Właściwy kanion zaczyna się dość łagodnymi zboczami i płaskim, szerokim na 5-10 metrów, dnem (FOT. 94). Piaszczysto-błotniste osady i obfita roślinność będą nam towarzyszyć jeszcze przez 1-2 km. Otaczające nas skały – wapienie – formują zbocza i ściany skalne. Gdzieniegdzie podcięte są one przez strumienie tworząc efektowne przewieszki i dachy (FOT. 95, 96). Posuwamy się cicho naprzód, obserwując nie tylko skały, ale też strumień i tworzone przez niego aluwia. Wadi Ghuweir zamieszkują małe, zielone rzekotki (Hyla savignyi – uchodzące w Jordanii za rzadkość) (FOT. 97) oraz urocze intensywnie zielone kraby (Decapoda sp.) (FOT. 98). Od czasu do czasu możemy też stać się obiektem obserwacji zielonej ropuchy. Tutejsze warunki są dla nich idealne. Okolica obfituje ponadto w motyle, ważki i inne latające żyjątka. W wodzie z kolei nietrudno dojrzeć cienie niewielkich ryb i kijanek. Mikroklimat jest tu niezwykle łagodny, z delikatną bryzą, umiarkowaną wilgotnością i przyjemnymi temperaturami.

Idziemy kanionem wzdłuż koryta strumienia, gdzie nie ma ścieżki, w całkowitej dzikości, a otoczenie i atmosfera zmienia się z każdym naszym krokiem (FOT. 99, 100). Kiedy wokół nas pojawiają się nowe warstwy geologiczne – piaskowce, wkraczamy do królestwa ciszy, spokoju, półcienia i naturalnej „sztuki”, przekraczając tym samym granicę świata sprzed 250 milionów lat. Skały stają dęba tworząc zrazu strome stoki, a zaraz potem skalne ściany, osiągające nawet 100 metrów wysokości (FOT. 101, 102, 103). Wprawdzie w Internecie można znaleźć podobne zdjęcia z Petry, jednak mówiąc szczerze są one niczym w porównaniu do tego miejsca. Położona z dala od ludzkich osad Wadi Ghuweir nie należy do popularnych destynacji turystycznych. Jest kompletnie dzika, a wrażenie samotności i izolacji dodatkowo wzmacniają wspomniane ściany „zbliżające” się do nas z obu stron, by ostatecznie otoczyć nas zupełnie, zasłaniając nawet niebo. Dno gardzieli zwęża się do niespełna 2 metrów. Pod stopami mamy piasek i wodę, a wokół nas skalny raj: zachwycający, niesamowity, cudowny, niekończący się obraz z pierścieniami Lieseganga. Tak właśnie nazywamy piaskowcowe fale, linie, pierścienie, wachlarzowate wzory, figury, warstwowania krzyżowe i fraktale w odcieniach od czerwonawego, przez brązowawy, żółtawy do białawego. Możemy je do woli fotografować, dotykać i podziwiać. Są tylko dla nas, ofiarując nam niepowtarzalne przeżycia (FOT. 104, 105, 106). Utworzyły je wody gruntowe nasycone minerałami żelaza (czerwień), manganu (czerń), miedzi (zieleń) oraz siarki (żółcień).

 

Jeśli przemierzymy całą Wadi Ghuweir będziemy mieli nieczęstą możliwość przyjrzenia się pełnemu przekrojowi geologicznemu tutejszych skał, od szczytów gór Edomu, poprzez ich masyw, aż do równiny ryftowej. Jednocześnie przejdziemy od strefy pustynnej, poprzez wilgotną dolinę (FOT. 107) po parną depresję Morza Martwego (FOT. 108, 109). U swojego wylotu, już niemal na wypłaszczeniu Wadi Araba, Wadi Ghuweir zbiega się z Wadi Feynan i doliną Dana. Podczas podróży przez całą wadi, a w szczególności w jej końcowej części, warto z bliska przyjrzeć się kilku gatunkom drzew. Mamy tutaj rzadkie, endemiczne gatunki, jak np. pistację atlantycką, palisander indyjski (Dalbergiasissoo) czy sumak (Rhustripartita), a także trzcinę pospolitą (Phragmitesaustralis) oraz pałkę (Typhasp.).

Wybierając się do Wadi Ghuweir należy pamiętać, że nie ma tam sieci komórkowej. Jedynie od czasu do czasu  namalowane na skałach znaki wskazują, gdzie jest jej zasięg. Pomimo to nie ma pewności, że uda się tam uzyskać dobrej jakości połączenie. Drugie poważne ostrzeżenie dotyczy wody. Przygotowując się do wyprawy należy bezwzględnie sprawdzić prognozę opadów. Po wejściu do opisanej piaskowcowej gardzieli, na odcinku około 5-7 km praktycznie nie ma możliwości ucieczki innej, niż w dół, co może być śmiertelnie niebezpieczne – szanse człowieka w starciu z wodnym żywiołem (nurtem) są zerowe. Na skutek deszczu gwałtownie podnosi się poziom wody, co może spowodować powstanie w wąwozie fali powodziowej sięgającej 3-5 metrów (sądząc po śladach erozji na ścianach skalnych).

Na przejście całej trasy potrzeba około 4-5 godzin, można ją jednak skrócić i dopasować do własnych potrzeb. Jeżeli nie chcemy pokonywać całości, jest kilka miejsc, w których możemy odbić w lewo (po prawej stronie kanionu nie ma łatwych ścieżek do góry, poza tym później trzeba przeciąć kanion jeszcze raz, wracając do samochodu). Wszystkie jednak wymagają więcej wysiłku niż trasa podstawowa (dnem) i obejmują odcinki wspinaczkowe (trudność 1-3 UIAA), w kruchej skale. Trzeba bardzo pilnować swojego położenia i po wyjściu z kanionu sprawdzić, czy idziemy w dobrym kierunku. Orientacja w terenie jest trudna – brak tu ewidentnych punktów orientacyjnych, a okolica jest mocno zniszczona erozją i poprzecinana ciekami wodnymi. Zdecydowanie łatwiejszą i bezpieczniejszą alternatywą jest przejście pełnej trasy również z powrotem do góry.

PRZYSTANEK NUMER SIEDEM

Park archeologiczny w Petrze to prawdziwa historyczna perełka Jordanii, która zawdzięcza swą popularność filmom o Indianie Jonesie i każdego roku przyciąga tysiące turystów. Podczas spaceru wzdłuż kanionu Petry, niezależnie od zabytków, naszą uwagę może przyciągnąć tekstura skał,w których powstały (zob. również PRZYSTANEK NUMER SZEŚĆ). Faliste warstwy czarnych, brązowych, czerwonych i beżowych piaskowców niosą w sobie informacje o klimacie i krajobrazie z minionych epok (FOT. 110, 111, 112). W geologii określamy je mianem pierścieni (warstwowania) Lieseganga. Powstawały one jako wydmy i piaski na gorących, rozległych pustyniach superkontynentu Pangei. Rzadkim ale zarazem ulewnym opadom towarzyszyły tu silne, huraganowe wiatry oraz liczne pożary. Te ekstremalne warunki klimatu kontynentalnego były domem dla przodków dinozaurów oraz niektórych pierwszych gatunków tych zwierząt. W późnym paleozoiku oraz wczesnym mezozoiku taki klimat i krajobraz panował w wielu miejscach naszej planety, stąd też analogiczny profil geologiczny został udokumentowany nie tylko w rejonie Petry w Jordanii, ale również tak daleko na zachodzie, jak dziś okolice Asuanu w Egipcie, słynące z licznych grobowców faraonów. Do dziś skały i powstałe na nich rysunki oczarowują kolorami.

Pomimo popularności Petry oraz licznych przewodników po niej rzadko mówi się o co najmniej jednej, niezwykle ciekawej osobliwości tego miejsca. Na końcu trasy przez wąską gardziel skalną (as-Siq) ścieżka poszerza się, a naszym oczom ukazuje się otwarta przestrzeń miasta Petra. Obszar usiany jest zabytkami, ruinami pochodzącymi z różnych okresów, przez długi czas odkopywanymi i rekonstruowanymi przez archeologów. Dzięki tym pracom mamy dziś wyobrażenie, jak pierwotnie wyglądało miasto, choć trzeba przyznać, że zniszczona część jest nie mniej ciekawa. Jak już wspomnieliśmy na początku, znajdujemy się w sejsmicznej strefie arabskiej płyty tektonicznej. Tutaj, w ryfcie Morza Martwego trzęsienia ziemi są nader częste. Katastrofy te dotykały wszystkie zakładane tu miasta od początku ich istnienia. Archeosejsmologom badającym Petrę oraz charakter jej zniszczeń udało się odtworzyć siłę (magnitudę), a nawet daty poszczególnych trzęsień ziemi. Sejsmologiczne prace badawcze przyniosły tak dużo nowych informacji, że zaprzestano „odbudowy” niektórych części miasta, dzięki czemu do dziś możemy na własne oczy zobaczyć dowody niektórych katastrof.

 

Najbardziej charakterystyczne są miejskie kolumny z tzw. ulicy kolumnowej. Wybudowano je z płaskich kręgów kamiennych o średnicy ponad 50 cm. Niektóre zostały współcześnie zrekonstruowane, ale część nadal leży na ziemi – i tym warto się przyjrzeć. Poszczególne elementy spoczywają jeden na drugim, niczym kręgi w kręgosłupie ogromnego dinozaura (FOT. 113). Szczegółowa analiza kierunku ułożenia obalonych kolumn oraz ogólnego charakteru zniszczeń pozwoliła dowieść, że zostały one zburzone na skutek trzęsienia ziemi w roku 363 n.e. Nie ma wątpliwości, że podobnie jak inne miasta Bliskiego Wschodu, wschodniej części basenu Morza Śródziemnego oraz Anatolii, Petra została kilkakrotnie dotknięta podobnymi zjawiskami. Analizując dokładnie ich stratygrafię jesteśmy w stanie dość jednoznacznie je odtworzyć. Miasto nie tylko uległo zniszczeniu w IV wieku naszej ery, ale również nigdy nie zostało w całości odbudowane, szczególnie, że w latach 551 i 749 n.e. nawiedziły je kolejne katastrofy naturalne, nie wspominając już o zmianach politycznych.

Dziś Petra jest domem dla licznych gatunków roślin i zwierząt, podobnie jak inne doliny i kaniony południowej Jordanii (zobacz PRZYSTANKI NUMER JEDEN, TRZY, SZEŚĆ I SIEDEM). Wśród nich wielu jeszcze nie wymieniliśmy, a kilka zasługuje na szczególną uwagę. Najsłynniejsza, a zarazem najbardziej spektakularna jest agama synajska (Pseudotrapelussinaitus) (FOT. 114). Ta tęczowa jaszczurka nie jest zbyt płochliwa i łatwo ją spotkać na tutejszych skałach, szczególnie po drodze do tzw. Monasteru. Krzykliwie kolorowe agamy synajskie są niezwykle wdzięcznym obiektem do fotografowania, ale nie należy ich dotykać. Kolejną żyjącą tu jaszczurką jest agama arabska (Phrynocephalusarabicus), być może nie tak spektakularna jak poprzedniczka, ale rzadziej spotykana, co czyni ją jednak interesującą. Można się na nią natknąć również na Wadi Rum (zobacz PRZYSTANEK NUMER OSIEM). Podczas całej wizyty w Petrze będzie nam też towarzyszyła „ptasia straż”. Na skałach gniazdują typowe dla tego regionu jerzyki zwyczajne (Apusapus) oraz maleńkie, zielone żołny wschodnie (Meropsorientalis). Dość powszechny jest ponadto świergotek długodzioby (Anthussimilis, rodzina pliszkowatych) i modrak (Manticolasolitarius).

PRZYSTANEK NUMER OSIEM

W naszej podróży na południe czeka na nas jeszcze jedno ważne miejsce. To Wadi Rum, najpopularniejsza atrakcja kulturowa, przyrodnicza i sportowa Jordanii, szeroko opisywana w przewodnikach turystycznych. Ze względu na powszechność informacji na temat tego regionu, dorzućmy jedynie garść wybranych danych. Wadi Rum (lub inaczej Księżycowa Dolina) to miejsce leżące wśród malowniczych wychodni skał piaskowcowych i magmowych. Znajdują się tu także liczne petroglify, ruiny oraz inne stanowiska archeologiczne.

Z historycznego punktu widzenia Wadi Rum zawdzięcza swoją popularność czasom arabskiej rewolucji i Thomasowi Edwardowi Lawrence’owi oraz jego przygodom – czyli Lawrence’owi z Arabii. Miejsce obfituje w wydmy oraz inne formacje ukształtowane w procesach eolicznych, a także zjawiska typowe dla terenów pozbawionych deszczu. Pokrywa roślinna, choć skąpa, przy bliższej obserwacji okazuje się równie ciekawa jak w innych częściach południowej Jordanii. Uważne oko dostrzeże tu między innymi rumian (Anthemis sp.), plechotkę (Asteriscus sp.), chabry (Centaureaeryngioides), ochradenus jagodowy (Ochradenusbaccatus) czy Blepharisciliaris (FOT. 115, 116, 117). Rośliny te wraz z owadami (FOT. 118) przyciągają do Wadi Rum ptactwo, w tym kapturkę czyli pokrzewkę czarnogłową (Sylvia atricapilla) i białorzytkę arabską (Oenanthemonacha) oraz inne zwierzęta (zob. poprzednie PRZYSTANKI, FOT. 119).

Teren wyśmienicie nadaje się do trekkingu, górołażenia, wspinaczki skalnej, baloniarstwa oraz innych aktywności na świeżym powietrzu.

PRZYSTANEK NUMER DZIEWIĘĆ

Wisienką na torcie w naszej podróży po południowej Jordanii jest port Akaba, miasto zupełnie inne od pozostałych miejsc zaproponowanych w przewodniku. Tak więc ostatni przystanek to przede wszystkim relaks na plażach Morza Czerwonego. Nie można też pominąć samego starożytnego portu, który po dziś dzień nie traci na znaczeniu – to jordańskie „okno na świat”. Można tu przyjemnie spędzić czas spacerując wzdłuż brzegu morza albo spróbować świeżych owoców morza w jednej z lokalnych restauracji. Świetnym przeżyciem będzie również nurkowanie i bliskie spotkanie z rafą koralową. Nastrój typowy dla nadmorskich przystani – jeśli ktokolwiek reflektuje – Akaba oferuje gratis.